• Wpisów: 12
  • Średnio co: 106 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 4 325 / 1391 dni
 
miedzywierszami
 
" Biegliśmy przez las, słysząc tylko trzask łamanych za nami gałęzi i szum naszych oddechów. To było coraz bliżej. Czułam ja zaciska szpony na moich rękach i szyi. Nie miałam już siły, ale Jasiek nie zwracał na mnie uwagi i ciągnął dalej w głąb lasu. Drzewa wyglądały jakby próbowały zatrzymać nas swoimi gałęziami, jak rękoma.
- Wchodź, no szybko! - krzyknął do mnie brat i podsadził na bardzo wysoki konar. Ledwo wdrapałam się sama. Trzymałam mocno gałęzi obok i płakałam ze strachu. Jaś wziął rozbieg i pobiegł kilka kroków po pniu, w ostatniej chwili łapiąc się konaru, na którym siedziałam. Sprawnie się na niego wspiął i usiadł na nim okrakiem. Plecami opierał się o pień. Wyciągnął do mnie ręce. Bardzo szybko się przysunęłam. Nie potrafiłam się uspokoić. Przytulił mnie do siebie.

Usłyszeliśmy szmer z dołu. Otworzyłam oczy i zamrugałam otępiała snem. Leżałam na grubym konarze oparta o starszego brata i przykryta jego grubą, ciepłą bluzą. On sam siedział na krótkim rękawku. Spojrzałam w stronę ziemi. Księżycowe światło wcale nie pomagało, prawie go nie było. COŚ chodziło pod naszym drzewem i się rozglądało na wszystkie strony. Zrobiło mi się słabo. Jasiek się mocno spiął gdy zobaczył to co ja. Postać miała na sobie długą, czarną pelerynę z dużym kapturem. Materiał ciągnął się po ziemi, wydając cichy szelest. To coś miało posturę bardzo zniekształconego człowieka. Chodziło zgarbione, ale nie wydawało dźwięku. Dłonie miało powykręcane z bardzo długimi pazurami.

Potwór chodził koło drzewa, oddalając się od niego i zbliżając z powrotem, ale nas nie widziało. Kaptur zasłonił twarz bestii, mimo to co jakiś czas jej oczy błyszczały niczym drogie kamienie. Czegoś szukało, ale... chyba nie nas? Chyba TO nas nie goniło kiedy rozpaczliwie szukaliśmy schronienia przed... właściwie co nas goniło? Łzy napłynęły mi do oczu. Mama ostrzegała przed tą częścią lasu. Teraz już wiem dlaczego. Mocno ścisnęłam rękę brata. Zamknęłam oczy i zaczęłam liczyć od 10 w dół. 10... 9... 8...7... 6... 5... 4... 3... 2...

- Wstawaj - szyszka odbiła się od konara na którym leżałam. Szybko otworzyłam oczy. To już poranek? Dzień? Przed chwilą jeszcze księżyc świecił nam nad głowami, przecież nie spałam... Usiadłam i spojrzałam na chłopaka celującego we mnie szyszką.
- Zostawiłeś mnie tu to teraz mnie ściągnij. - stwierdziłam i wyciągnęłam do niego ręce.
- Niby jak mam to zrobić? - spytał rozbawiony mną Jasiek. Miałam położyć się na brzuchu na gałęzi i delikatnie zawisnąć na niej na rękach a potem ją puścić. Genialnie. Po minucie stałam już na mchu.
- Jestem głodna... - powiedziałam cicho. Burczało mi w brzuchu. CICHO TAM! Też jestem głodna... 

Szukanie jagód i jeżyn nie jest moją mocną stroną, nie znalazłam nic. Przynajmniej bratu udało się złapać jakąś wiewiórkę. Rozpaliliśmy ognisko.
- Nie wiem czy to dobry pomysł żeby je rozpalać... - mówię cicho co chwilę się oglądając.
- To chcesz zjeść ją na surowo? - spojrzał na mnie rozdrażniony. Nie dziwię mu się, też chcę do domu.
- Jeszcze ta bestia wypatrzy ogień.. - spojrzałam na niego blada.
- Jak jesteś taka mądra to sama sobie szukaj jedzenia. - wycedził przez zęby i wstał.
- Przepraszam... - powiedziałam łamiącym się głosem i zaczęłam płakać. Miałam już dosyć tego lasu, tego jedzenia, nocy i wszystkiego co mnie otacza. Chciałam do domu, ale do tego prawdziwego. Tamtego nie można nim nazwać. Tam mnie nie chcą.

Po kilku minutach Jasiek podszedł do mnie i prze przytulił. Najwidoczniej miał wyrzuty sumienia, że podniósł na mnie głos. Zjedliśmy po połowie pieczeni i ruszyliśmy w poszukiwanie domu. Kolejnym posiłkiem były smażone na gorącym kamieniu jajka i kilka jeżyn. Chyba zjadłam dziś więcej niż przez kilka dni w domu, ale tam czułam się trochę bezpieczniej. 

Kolejna noc. Znowu konar, znowu ja z bratem, znowu sen, znowu ciemność, znowu TO! Ciągle węszy, słyszę tego oddech pojawiło się zaraz jak zaszło słońce. Ledwo weszliśmy na drzewo. Depcze nam po piętach. Przyjrzałam mu się, w tym czasie Jasiek spał. Nie chciałam go budzić. Nie spałam całą noc patrząc na tę kreaturę aż do świtu, gdy uciekło na zachód.

Pobudka, śniadanie, szukanie, jedzenie, szukanie, jedzenie, konar, noc. Potwór podchodził coraz bliżej drzewa, ale nadal nas nie zauważał. Może jednak tak? Może chciał zwrócić na siebie uwagę. Mamy iść w jego stronę?

Pobudka, śniadanie... znowu. Ruszamy na zachód. Coraz mniej drzew. Kroczymy przed siebie. Cały czas do przodu. Wytrwale.

Dotarlismy na polane. Ciemne juz drzewa przysłaniały pomarańczową nutke nieba. Słońce leniwie chowało sie za choryzontem. Wiatr delikatnie muskał nasze policzki i wlosy. Ptaki śpiewały kołysanke piękną jak letnie noce.

Chwila... cos mi nie pasuje... czy to możliwe, że w srodku tak niebezpiecznego lasu stoi chatka? Podeszliśmy bliżej. Kilka metrów od niej zdałam sobie sprawę, że to, że tu stoi to nic w porównaniu z tym z czego jest zbudowana... Czy to?.." ~~Alice♥♥♥

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego