• Wpisów: 12
  • Średnio co: 97 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 4 079 / 1272 dni
 
miedzywierszami
 
" Trudno mi to przyznać, ale czuję się nieswojo. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie, że nikt nie jest w stanie zrozumieć. Kilka dni temu powiedziałam rodzicom, że mam brata. Spojrzeli na mnie swoimi wybałuszonymi oczami. Tak. Otóż mam brata. Jest ode mnie starszy, wyższy i... jak się okazało tylko ja go akceptuję. Dla rodziców to co mówię jest wyssane z palca. Jak można tak traktować swoje dziecko? Nie dziwię się, że prawie nigdy się nie odzywa. I tak dobrze się trzyma, ja wpadłabym w depresję, przestała jeść, spać... a on tak spokojnie siedzi na parapecie całą noc patrząc w gwiazdy, zupełnie jak ja. Ostatniej nocy przyjrzałam mu się. Jest głowę wyższy, lekko umięśniony. Jego czysto zielone oczy wpatrują się nieruchomo w górę spod czarnych jak noc włosów. Ma na imię John, nie wiem skąd się tu wziął ani dlaczego się ukrywał, sam strzeże swoich tajemnic.

Wkroczyłam do gabinetu pana Smith'a. Wycedziłam szybkie "dzień dobry" i usiadłam na kanapie. Mama oczywiście zdążyła mu już zaalarmować, że zmyśliłam sobie brata i ciągle o nim mówię. Zaraz zacznie się rozmowa " co się z tobą dzieje dziecko? Może coś zjadłaś? Może się narkotyzujesz? Chodzisz na seanse spirytystyczne? Abo może po prostu jesteś NIENORMALNA? Spokojnie, to się zdarza..." Nie miałam ochoty tego wysłuchiwać. Opowiedziałam mu trochę o braciszku i jasno przedstawiłam, że siedzi obok mnie. Ku mojemu zdziwieniu przywitał go krótkim "witam". ŻE CO?! wydaje mi się to co najmniej.... dziwne? Niby on go widzi, a reszta nie? Żenada. Oparłam się plecami o ścianę i założyłam ręce na klatce. Po chwili zrozumiałam, że tylko udaje, że mi wierzy. Idiota. Wpatrywałam się w jego puste oczy dopóki nie zorientowałam się, że o coś spytał.
- Słucham? - poprosiłam żeby powtórzył.
- Dlaczego ubierasz się na czerwono? - przyglądał mi się już od kiedy weszłam. Czerwone trampki za kostkę, czarne spodnie i czerwona bluza. Czy to dziwne, że ostatnio zaczęłam lubić ten kolor?
- Zabrania mi pan? - uniosłam brew. Znowu skrzypiące krzesło, tykanie zegara. Nie wytrzymam.
- Nie powiedziałem tak. Chciałem się tylko dowiedzieć dlaczego wybrałaś ten kolor. - odpowiedział delikatnie. Tak rozmowę można prowadzić godzinami. Patrzyłam na psychologa, Johna i zegar i tak w kółko przez całą godzinę. John wyglądał na bardzo znudzonego. Położył się na kanapie tak, że zwisała mu głowa i oparł lekko ugięte nogi o ścianę. Zaczęłam się śmiać.
- Czy to co powiedziałem jest dla ciebie zabawne? - widać było, że zaraz straci nad sobą kontrolę.
- Nie słuchałam pana. - odpowiedziałam szczerze. - Do widzenia.
Wyszłam z gabinetu równo z czasem, który był przeznaczony na wizytę. Wieczorem, kiedy znowu zaczęłam wychodzić z Hadesem, szłam z Johnem trzymając go za ramie. Czułam się przy nim bardzo bezpieczna. Jednak wrażenie, że ktoś mnie obserwuje nie opuszczało mnie ani na krok.

Po kąpieli położyłam się do łóżka. Brat jak zawsze usiadł na parapecie i patrzył w gwiazdy. Czułam jak wtapiam się w miękką poduszkę i zapadam w sen. Już się nie opieram, bo gorzej być nie może... Nie?

Przewróciłam się z boku na bok. Otworzyłam oczy kiedy przez okno wpadły promienie słońca. Pokój wyglądał jak zawsze. Obdrapane ściany, wilgoć na suficie, poprzegryzane przez myszy panele na podłodze. W kącie przy ledwo działającym grzejniku leżały dwa stare, zniszczone i niewygodne materace. Na nich spoczywały koce i poduszki. Oprócz nich w pokoju nie było praktycznie nic.

Spojrzałam w sufit nade mną. Wilgoć się rozprzestrzeniała, a z okna słychać było syk wiatru. Nie było szczelne. Położyłam się tyłem do ściany i patrzyłam jak śpi mój starszy brat. Cieszę się, że go mam. Jego klatka miarowo unosiła się i opadała wraz z oddechem. Umięśnione ręce trzymał za głową. Odkąd skończył 15 lat pomaga tacie ścinać drzewa na opał (lub na sprzedasz) i nosić do wozu. W nocy oddał mi swój koc. Musiało być mu zimno. Okryłam go nim i swoim, wstałam i wyjrzałam za okno. Była chłodna jesień. Za niedługo będzie zima. Wszyscy będą musieli spać w salonie przy kominku żeby nie zamarznąć.

Od kilku miesięcy mamy nową mamę. Nie lubię jej, jest okropna. Tamta mama była ciepła, kochająca i zawsze robiła coś żeby było nam lepiej, a ta... zdzira zjada wszystko co udaje nam się zdobyć i nigdy nie powiedziała nam, że nas potrzebuje, kocha i inne bzdety. Tata zrobiłby dla niej wszystko. Prawie nie je, nie śpi, stale pracuje. Horror. Ale cały wolny czas spędza ze mną i Jasiem. No... przecież jesteśmy jego dziećmi, nie?

Umyłam się szybko w brudnej i zimnej łazience i ubrałam luźną bluzkę po braciszku oraz stare spodnie jeansowe. Włosy spięłam w ciasnego kucyka. Po porannym doprowadzaniu się do porządku pomaszerowałam do pokoju.
- Pobudka, wstajemy. - powiedziałam z uśmiechem siadając na krańcu jego materaca. Niestety miał taki twardy sen, że żeby go dobudzić trzeba było nieźle się namęczyć. - Wstawaj! - krzyknęłam ze śmiechem i na nim usiadłam. Dostał ode mnie poduszką.
- No już, już. Spokojnie. - zaśmiał się zaspany i zabrał mi poduszkę. Oberwałam nią w głowę i chichocząc spadłam na swój materac. - Która jest? - spytał, przeciągając się.
- Ta, o której księżna oczekuje śniadania. - powiedziałam poirytowana zachowaniem naszej nowej mamy.
- Już tak późno? - wstał i skierował swoje kroki prosto do łazienki. Natomiast ja zajęłam się przygotowaniem śniadania. Tata od świtu rąbie drewno, najkochańsza mamusia leży w łóżeczku, a my sprzątamy i gotujemy. Świetne życie. Łuu chuu. Ubaw po pachy.

Gdy wszyscy usiedli do stołu, Linda - macocha - zaczęła pochłaniać wszystko co się na nim znajdowało. Zdążyliśmy razem z tatą i bratem zjeść po jednej kanapce  kiedy zabrakło jedzenia. To już prawie miesiąc od kiedy brakuje żywności. W radiu mówią, że przechodzimy kryzys, warunki pogodowe nie sprzyjają rolnikom. Wpuszczają nas w maliny. Posprzątałam po śniadaniu. Jasiek zaczął się ubierać, zaraz wychodzą do lasu. Ten to ma dobrze. Wychodzi na cały dzień i nie musi patrzeć na wiecznie niezadowoloną minę mamuni.

Tak wygląda cały nasz dzień. Pobudka, łazienka, śniadanie, sprzątanie, praca, usługiwanie tej wiecznie nienażartej i egoistycznej świni, kolacja i spanie. Gdyby nie brat to już dawno by mnie zagłodziła. To on zwracał jej uwagę o to, że nie dzieli się po równo. Ona zawsze nas nienawidziła. Pogardliwie patrzyła na wszystko co robię.
Po ciężkim dniu położyłam się spać z Jasiem. Na niefart Lindy przesunęliśmy materace obok drzwi. Tam ściana była rozgrzana od komika, który znajdował się po drugiej stronie. Rodzice siedzieli za ścianą i zawzięcie o czym rozmawiali. Nie mogłam rozróżnić słów jakie wypowiadali, ale wiem, że mówili je nerwowo. Ostatecznie kiedy brat wstał i otworzył drzwi żeby wyjść do łazienki usłyszał fragment wypowiedzi mamy...
- ... musimy się ich pozbyć!
Szybko przymknął drzwi i ukucnął przy nich. Zaczął nasłuchiwać.
- Nie pozbędę się moich dzieci, nie ma takiej opcji. - mówił tata.
- Chcesz przez te zwierzęta umrzeć z głodu?! Twoja poprzednia żona popełniła właśnie ten błąd, który chcę ominąć. Są wiecznie nienażarte i kradną resztę jedzenia żeby zjeść we dwójkę w pokoju. -  Linda zawsze mi wypominała, że to ja zabiłam mamę, że zabierałam jej wszystko to co miała, mimo że miała mało. Podobno zmarła z wycieńczenia i głodu... Popłynęła mi łza po policzku, to moja wina. Wszystko zepsułam. Teraz bym siedziała na jej kolanach, słuchając jej opowieści o ciasteczkowych domkach, krasnoludkach i grzała się z nią przy kominku. Skuliłam się na materacu. Po krótkiej wymianie zdań udało się tej zołzie namówić tatę żeby nas zabrał jutro w poszukiwaniu chrustu i zostawił samych miedzy drzewami gdy zacznie się ściemniać.

Przez całą noc nie zmrużyliśmy oka. Jasiek stał przy oknie, wpatrując się w zachmurzone niebo. O świcie przyszedł po nas tata. Był przybity. Miałam do niego wielki żal za to co miało zaraz nastąpić. Po śniadaniu poszliśmy do lasu z taczką i zaczęliśmy zbierać gałązki na opał. Brat gwizdał sobie jakąś melodię, a ja mruczałam to samo pod nosem. Minął nam tak cały dzień. Nie zauważyliśmy kiedy nas tak po prostu zostawił samych w lesie. Opanowała nas ciemność. Księżyc wyglądał zza chmur jakby bał się wyjść i pokazać się nam w całej okazałości. Pohukiwania sów przyprawiały mnie o gęsią skórkę.

Jaś złapał mnie za rękę i zaczęliśmy nerwowo kroczyć między drzewami. Co chwilę oglądał ich korę. Po kilku minutach zorientowałam się, że zrobił na nich nacięcia żeby znaleźć drogę powrotną. Kocham Cię, Jasiek! W środku nocy weszliśmy po cichu do domu i położyliśmy się w łóżkach. Rano macocha zorientowała się, że wróciliśmy i zrobiła ojcu awanturę. Wracając z pracy tata dowiedział się jakim cudem znaleźliśmy drogę. Zabrał nam nóż i wszystko co mieliśmy ostre w pokoju i zamknął nas na cały dzień i noc w pokoju. Jak zwykle zrobił to pod namową mamy.

Znowu pobudka była o świcie. Brat schował czerstwy chleb, który mieliśmy na śniadanie do kieszeni. Kolejna wyprawa w las. Tym razem wyszliśmy na te terenu, na których bałam się przebywać. Mama opowiadała, że dzieci stamtąd nie wracają. Szłam trzymając Jasia za rękę, a on sprytnie zostawiał odłamki śniadania za sobą, tworząc drogę ewakuacyjną.

Trudno mi się pracowało, byłam głodna i chciało mi się pić. Zasnęłam pod drzewem koło szesnastej kiedy zaczęło się ściemniać. Tata odszedł a brat mnie obudził szukając resztek jedzenia. Nie mogliśmy ich znaleźć. Po godzinie zdaliśmy sobie sprawę, że ptaki które łapczywie patrzyły na nas swoimi błyszczącymi oczami z gałęzi miały w tym swój udział." ~~Alice♥♥♥


forest_at_night.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego