• Wpisów: 12
  • Średnio co: 102 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 4 193 / 1334 dni
 
miedzywierszami
 
"Biegnij, Alice. Biegnij! Dasz radę! Wyrównaj oddech. On Cię widzi, obserwuje każdy krok i bardzo chce żebyś popełniła błąd. Nie potknij się. Jeszcze pół drogi. Ehhh... Zatrzymałam się. Moje nogi już nie wyrabiają. Szybciej było by przez las, no ale...
Usłyszałam szmer na lewo ode mnie. Wiedziałam... Szybkim krokiem ruszyłam ścieżką. Nie odwracaj się, nie wolno ci. Zrozumiałaś? Idę dalej prosto przed siebie. Nie słyszę nic prócz bicia serca. Już nie mogę, stanęłam. Teraz to już na pewno jest po mnie. Coś dotknęło mojej ręki. Odruchowo krzyknęłam i szybko odskoczyłam od tego miejsca. Założyłam kaptur i zaczęłam biec przez las ile sił w nogach. Nigdy wcześniej tak szybko nie biegłam. Z takim tempem wgrałabym każde biegi przełajowe. To tak działa adrenalina. Zawsze się nad tym zastanawiałam. Wbiegłam na polanę, w tym tempie będę tam za 20 min. Uśmiechnęłam się. Jeszcze tylko jeden skok przez wąski potok i.... TRACH.
- Aaaaa!! - krzyknęłam głośno i upadłam na plecy po drugiej stronie. Moja noga... Złamana. Wiedziałam, że coś się stanie, wiedziałam. Bolało tak mocno, że nie byłam w stanie myśleć o niczym innym. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Po kilku minutach nastała ciemność.

Ale tu niewygodnie. Obróciłam się na bok, było jeszcze gorzej. Otworzyłam oczy, ciemno? Ile ja leżałam. Usiadłam powoli, poczułam delikatny wietrzyk. To było co najmniej dziwne. Nie czułam trawy, ani ziemi. Leżałam na czymś o wiele twardszym. Zaraz... To gałąź?! Lekko się przestraszyłam. Co robiłam na drzewie?!
- Obudziłaś się wreszcie - powiedział ktoś niskim głosem. Znam go... - Myślałem, że się dziś nie obudzisz - Chwilka, mam na końcu języka... - Jak noga? - Czekaj, czekaj... - Usztywniłem ją, ale najlepiej nie wygląda... - Mam cie!
- To znowu ty? - spojrzałam w miejsce, z którego wydobywał się dźwięk. Zamruczał.
- A któż by mógł być? - Zapytał ze śmiechem. - A tak poza tym to szybko biegasz, nie mogłem cię dogonić. - śmiał się dalej.
- Bardzo zabawne, a co by się stało gdyby on mnie dopadł? - pytam lekko urażona.
- Bym cię przewrócił i przygniótł lekko do ziemi - zamruczał.
- Tam na ścieżce to byłeś ty?! - zapytałam coraz bardziej zdenerwowana. Jak on mógł?
- No pewnie, gdyby to był on to najpierw poczułabyś jak sztylet przebija ci kręgosłup, płuca a na końcu serce. Wyćwiczył to sobie całkiem nieźle. - zaśmiał się delikatnie.
- Nadal tu jest? - zapytałam cicho.
- Gdzieś się kręci, ale nie może cię znaleźć.

Po kilkunastu minutach szłam po ścieżce z jakże uroczym kociskiem. Szliśmy w ciemności. Las o tej porze dnia wydawał się niebywale straszny. Jakoś dokuśtykałam się do pierwszego skrzyżowania. Spojrzałam w górę. Dosłownie nad najwyższym tam drzewem świecił księżyc. Zapatrzyłam się w niego, był wręcz ogromny.
- Kogo my tu mamy? - usłyszałam za sobą jakiś chropowaty głos, miałam wrażenie, że się uśmiechał. Ciszę przerwał dźwięk skrobania metalu o słup. Włosy stanęły mi dęba. Głuchy odgłos kroków zaczął miarowo stawać się głośniejszy. Mój oddech stał się płytszy. Zaraz, a gdzie kot? Nawiał... Zdrajca.
- Zgubiłaś się, kochanie? - spytał bardzo słodko, niemal czułam jego oddech na karku. Nie potrafiłam się ruszyć, strach mnie sparaliżował.
- Dokąd zmierzasz? Pomóc znaleźć Ci drogę? - Ten śliski głos mi się nie spodobał.
- Do babci... - odpowiedziałam drżącym tonem kiedy poczułam ostrze noża dotykające moich pleców. - Babcia mnie oczekuje... muszę iść...
- Nie tak szybko. Sama nie dasz sobie rady. - najwidoczniej zauważył, że mam problemy z nogą... Cholera.
- Nic mi nie będzie...
- Powiedz gdzie mieszka babcia to cię zaniosę.
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo.
- To sam sprawdzę. - wyciągnął mój telefon z torby i znalazł ją na GPS'ie. Dzięki tato...
- Albo mam lepszy pomysł... Pójdę sam i przygotuję ci wygodne łóżeczko żebyś mogła odpocząć po drodze. Do zobaczenia. - zamruczał i zniknął. Jeszcze chwilę stałam, byłam przekonana, że on się na mnie patrzy.... skądś...

Po godzinie marszu, bez kota, dotarłam wreszcie do chatki. Bez zastanowienia ruszyłam biegiem do drzwi. W kącie stał rozpalony kominek, z kuchni dobiegały najprzeróżniejsze zapachy a na stole stał wazon z kwiatami.
- Babciu, już jestem! - zawołałam wesoło i zaczęłam jej szukać po domu. Na pewno jest w kuchni...
- Zobacz jak piękn.... - zamilkłam kiedy spostrzegłam, że jej tam nie ma. Może się położyła? Jest już późno. Niestety też jej tam nie było. Hmmmm.... Wiem! Poszła do piwnicy po konfitury do ciasta. Babcia robi najlepsze konfitury EVER!!!! Schodzę szybko na dół. Światło było zapalone. Wybetonowany korytarz prowadził przez kilka metrów prosto i kończył się drewnianymi drzwiami. Po obu stronach widać było po jednej parze drzwi. Zaczęłam je po kolei sprawdzać. Pusto. Nic. Zero. Co babcia może tam robić? Otworzyłam drzwi,do których prowadził korytarz.

Weszłam do środka. Było ciemno. Pamiętam, że na środku pokoju była żarówka i łańcuszek. Gdy się za niego pociągnęło to zapalała się ona i robiło się nawet przyjemnie. Chociaż... piwnica zawsze przyprawiała mnie o dreszcze. Kilka kroków do przodu. Raz. Dwa. Trzy. CHLUP. Znowu rury poszły? Chlup. Chlup. Chlup. Chlup. O jest łańcuszek. Od razu za niego pociągnęłam. To co zobaczyłam... Nie potrafię opisać emocji, które mnie wtedy ogarnęły. To było obrzydzenie, strach i rozpacz... Gniew... To wcale nie była woda. Tym razem na ścianie nie wisiał czosnek, a TO wcale nie była moja babcia... Ona była... Miła, kochana... przede wszystkim ŻYWA. Przebiegłam przez kałużę krwi przy okazji rozbryzgując ją po całym pomieszczeniu i oczywiście sobie.
- Babciu?... - zapytałam cicho, wierząc, że to tylko żart. Niestety nim nie był. Poczułam wzbierającą we mnie rozpacz. Po gorących policzkach popłynęły mi łzy, padłam na kolana i złapałam babcie za rękę. TO nie może być PRAWDA! TO NIE JEST MOŻLIWE!

Auć. Ktoś złapał mnie za włosy i pociągnął do góry. Uniosłam głowę, a chłód metalu dotknął mojej szyi.
- Mówiłem, że przygotuję dla ciebie łóżko? - zamruczał. Gęsia skórka od razu się pokazała. - Babcia już Ci nie będzie przeszkadzać w odpoczynku. - Zaśmiał się szorstko. Miał naprawdę dziwny głos, nienaturalny. Po chwili złapał mnie za kaptur i zaczął ciągnąć mnie po ziemi w stronę schodów do góry. Zostawała za mną stróżka krwi. Kołnierzyk mocno naciskał na moją szyję, czułam, że się uduszę. Wciągnął mnie mocno po schodach i rzucił na łóżko. Przez niedotlenienie obraz zaczął mi się rozmazywać a dźwięk wydawał się przytłumiony. Okno nad moim ostatnim miejscem spoczynku było uchylone. Oprawca przycisnął mnie do łóżka ręką, trzymając w drugiej nóż. Od strony okna coś błysnęło. Spojrzałam słabo w tamtą stronę. Zarys człowieka z latarką stawał się bardziej wyraźny. Mundur całkiem go przykrył, był prawie niewidzialny. podszedł zaciekawiony do okna.
- Ostatnie życzenie? - zapytał zabójca. Tam stał jakiś wojskowy albo myśliwy... Było ciemno, nic mnie już nie uratuje. Nade mną błysnął nóż. Mężczyzna wyglądał na sparaliżowanego, po chwili zaczął biec w kierunku drzwi wejściowych. Nie mogłam znieść nacisku na moją szyję. Już prawie nie oddychałam.
- Kim jesteś? - zapytałam ostatkiem sił. Zaczynałam odpływać.
- Twoim koszmarem... - Uśmiechnął się i wbił mi sztylet w serce. Ostatnie co słyszałam to wyłamanie drzwi i dużo krzyku...

- I wtedy się obudziłam... - powiedziałam kończąc opowieść. Pan Smith (mój psycholog) patrzył na mnie z otwartą buzią, wyraźnie zaskoczony."~~ Alice♥♥♥

chatka.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków