• Wpisów: 12
  • Średnio co: 106 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 4 325 / 1391 dni
 
miedzywierszami
 
" - Wtedy właśnie go zauważyłam. - Skończyłam opowiadać. Psycholog patrzył na mnie jakbym powiedziała, że zabiję go i całą jego rodzinę. - Widziałam go, przysięgam! - zawołałam zrozpaczona.
- Wydawało ci się. Koty się nie uśmiechają.
- Nikt mi nigdy nie wierzy.. - powiedziałam poddenerwowana, wzięłam torbę i wyszłam z gabinetu trzaskając drzwiami zanim zdążył podjąć próbę zatrzymania mnie. Bez słowa przeszłam koło mamy, nawet na nią nie spojrzałam.  Właśnie w tym momencie coś się we mnie złamało. Cały czas czułam pustkę. Nie miałam ochoty na nic. Jedzenie nie przechodziło mi przez gardło, noce przekształciły się w kilkugodzinne siedzenie na oknie i wpatrywanie się w niebo, a spacery z Hadesem zostały objęte mianem TABU. Koty się nie uśmiechają – pomyślałam, karcąc siebie, że o tym wspomniałam. Teraz było mi wszystko jedno.
Siedzenie na oknie to naprawdę ciekawe zajęcie. Spójrz w niebo, a dostrzeżesz tysiące migających brylantów zanurzonych w ciemnej toni. Alfabetem morsa nadają wiele ciekawych historii, tylko musisz je rozszyfrować. Wszystko na ziemi jest spowite mrokiem, ale są stworzenia, niepozorne, które oświetlają naszą drogę... świetliki. Dzieci gwiazd jak herosi, żyją na ziemi i niosą cząstkę światła w sercach. Magiczne prawda?

O nie... Nie e, nie nie nie nie NIE!!!! co ty robisz?! Nie zamykaj oczy, SŁYSZYSZ?! Alice, nie zamykaj...! Cholera...

Śpiew skowronków rozkazał otworzyć mi oczy. Przeciągnęłam się w łóżku wypoczęta pierwszy raz od kilku długich dni. Promienie słońca leniwie wpływały do pokoju przez oczka ciężkich firanek. Po kilkunastu minutach wstałam i zaścieliłam łóżko. Otworzyłam okno i z zachwytem obserwowałam piękno natury. Moje kolejne kroki skierowałam prosto do łazienki. Szybki prysznic, mycie zębów, czesanie włosów - rutyna. Ubrałam swoje ulubione czarne spodnie i koszulę imitującą jeans. Bosko. Na dół prowadzą mocne hebanowe schody. Zeszłam nimi i roztańczonym krokiem weszłam do kuchni. Przywitałam się z mamą.
- Jak się czujesz? - spytałam z lekkim uśmiechem. Siedziała w szlafroku. Jedząc kanapki rozwiązywała krzyżówkę.
- Lepiej, dziękuję - odpowiedziała, ale od razu po skończeniu tego zdania zaczęła kaszleć. Trudno patrzeć na bliską ci osobę, którą powoli zjada choroba. Za każdym razem łudzę się, że wyzdrowieje, ale zaczynam tracić nadzieje - w końcu to choroba nieuleczalna.
- Tata przywiózł coś wczoraj od babci - pokazała swoją kościstą, wychudzoną ręką paczkę na stoliczku. Zawsze kładziemy na nim pocztę, ważne dokumenty i numery. Nad nim  na ścianie jest przytwierdzony telefon stacjonarny. Przeniosłam pakunek na stół. Był bardzo lekki. Po bardzo szybkim odpakowaniu - czułam się jakby to była Wigilia - ujrzałam złożony w kostkę czerwony materiał. Kocham nosić ubrania od babci, sama je dla mnie szyje - była krawcową. Wyciągnęłam go i rozłożyłam. Moim oczom ukazał się piękny, krwistoczerwony, wiosenny płaszczyk z kapturem. Od razu go założyłam, pasował jak ulał. Był zapinany na guziki i miał je również jako ozdoby na kieszeniach i rękawach. Góra dopasowana, ale dawała dużą swobodę ruchów, a od pasa w dół był rozkloszowany i wyglądał jak spódniczka. Jedno od drugiego rozdzielał pas ze złotą klamrą w kształcie kota - uwielbiam koty! Są takie ciepłe, puchate i słodko mruczą.
- Pięknie wyglądasz - stwierdziła mama, uśmiechając się.
- W zamian za to zaniesiesz babci kawałek ciasta, sałatkę i część kurczaka, którego zrobiłam wczoraj wieczorem.
- No pewnie, że tak - powiedziałam cały czas podekscytowana nową częścią garderoby. Jedzenie w pudełkach zawiązałam w ściereczki i powkładałam do torby na ramie. Schowałam też kilka ciastek i małą butelkę soku.

Wyszłam z domu. Normalna droga jest bardzo długa i prowadzi przez niezliczoną ilość nudnych, czarnych ulic. Kiedyś zmierzyłam ile czasu zajmie mi dojście do domku babci - wyszło mi niecałe trzy godziny. Trzy godziny w piekielnym słońcu. Dlatego wybieram inną drogę. Jest ciekawsza, idzie się w cieniu i najważniejsze - idzie się o połowę krócej. Prowadzi przez las. Ścieżka jest widoczna i trudno jej nie zauważyć, ale nigdy nie widziałam na niej samochodu ani przechodnia. Może po prostu teraz nie mają do niej dojazdu przez ogrodzenie domostwa?

Wkroczyłam w las, ptaki rozkosznie śpiewały, drzewa szumiały i chyliły się tak jakby chciały oddać mi pokłon. Uśmiechnęłam się na tę myśl. Babcia nauczyła mnie tak postrzegać świat. Teraz mieszka sama, a ja jestem jej jedyną wnuczką - rozpieszcza mnie jak się tylko da.
Spacer przez las koi moje myśli, lubię to robić. Słyszę każdy drżący na wietrze liść, każde świszczące źdźbło trawy, a ten zapach kwiatów... Mmm! Marzenie. Babunia uwielbia kwiaty, pójdę jej nazbierać cały, pachnący bukiet kolorowych kwiatów, pomyślałam i z uśmiechem skręciłam delikatnie ze ścieżki.
Nagle usłyszałam potworny syk. Odskoczyłam z powrotem na szlak i spojrzałam w górę. Znalazłam źródło tego dziwnego dźwięku.
- Głupie kocisko. - Stwierdziłam, patrząc na niego zła, że mnie wystraszył. Kot siedział sobie na dosyć grubym konarze i spokojnie lizał łapkę. Miał pasiaste ubarwienie i ledwo widoczne ślady walki. Najbardziej rzucało się w oczy nadgryzione ucho. - Nie ładnie tak straszyć.
- Jak możesz stwierdzić czy głupie skoro jeszcze mnie nie znasz? - spytał, odsłaniając uśmiechem szereg białych, równych ząbków. Zamurowało mnie.
- Koty nie mówią. - Stwierdziłam kiedy nabrałam trochę odwagi.
- I co jeszcze? Może powiesz, że też się nie uśmiechają. - Położył się na konarze bokiem do mnie. Wisiały mu łapka i ogon, miarowo nim ruszał.
- Nie to miałam na myśli... - odpowiedziałam szybko.
- W takim razie co? Przecież nie mam ani krzty rozumu.-zaśmiał się, mrucząc przy tym.
Zaczęłam żałować, że to powiedziałam. Po dogłębnych oględzinach zdałam sobie sprawę, że bardziej przypomina tygrysa niż kota, był naprawdę ogromny.
- Dlaczego mnie zatrzymałeś? - zapytałam czując jak wzbiera we mnie coraz większe uczucie strachu.
- Żeby cię ostrzec. Nie powinnaś schodzić z bezpiecznej ścieżki.
- Dlaczego?
- Zadajesz zbyt dużo pytań..
- Dlaczego? - powtórzyłam głośniej, słysząc jak echo mojego głosu odbija się od drzew i pagórków.
- Bo on tu jest. Spodobał mu się twój czerwony płaszczyk. - Powiedział to bardzo niskim głosem, leniwie wstając na konar. Obrócił się i zaczął iść w kierunku pnia. -Przypomina mu jego ulubiony zapach i smak. - zniknął za konarem. Pierwszy raz w życiu idąc przez las przestałam słyszeć jego dźwięki i szumy. Czułam się jakby ktoś ustawił świat na tryb "wyciszony", a bicie mojego serca przypomniało mi, że słuch mam dobry."~~ Alice♥♥♥

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego