• Wpisów: 12
  • Średnio co: 106 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 4 325 / 1391 dni
 
miedzywierszami
 

"- Co widzisz? - zapytał psycholog podając mi kartkę z atramentem. Nie widziałam sensu tej gierki - musiałam spojrzeć na plamę i stwierdzić ze mi nic nie przypomina lub że to motyl, ważka, książka..
- Plamę po atramencie - odpowiadam lekko zażenowana, co mogłaby pokazywać plama po atramencie?
- Dobrze - kolejny stosik słów w jego dzienniczku. Po co on to zapisuje? Podał mi kolejną kartkę - A to?
I wtedy mnie zamurowało. To było to czego najbardziej się obawiałam, to przez niego budziłam się w nocy z krzykiem i zapalałam wszystkie światła. On się chowa w cieniu i mnie obserwuje. Szuka odpowiedniego momentu żeby zaatakować, przegryźć moją szyję i skończyć to, co tu nazywamy życiem. Czasami mam wrażenie jakby w nocy jeździł po mnie swoimi ostrymi jak brzytwa pazurami. Nie robił mi krzywdy, bo Hades leży zawsze na dywaniku przy łóżku. Jest bardzo agresywnie nastawiony do obcych, a zwłaszcza do niego. Z zamyślenia wyrwał mnie odchrząkniecie specjalisty.
- Więc co tu widzisz? - zapytał po raz kolejny. Zauważyłam błysk w jego oku patrzącego na mnie znad szkieł okularów. Ma mnie...
- To wilk. - odpowiadam krótko. Nie chcę się nad tym rozwodzić. Mężczyzna schował wszystkie kartki. Dzieliło mnie od niego duże, hebanowe biurko, dziennik i jego okulary. Wydawał się taki... nierzeczywisty. Widziałam już gdzieś to spojrzenie - bystre, ale zimne jak lód. Miałam wrażenie, że zaraz moje serce mi oznajmi, że zapada w sen zimowy i przestanie bić. A może tylko wyolbrzymiam, bo czuje się nieswojo?

Po wizycie pojechałam prosto do domu. Mówiłam już, że jestem uzależniona od prysznica? Na pewno to brzmi co najmniej dziwnie, ale tylko tam czuję się bezpieczna, a poza tym mogę się odprężyć i wszystko przemyśleć. Tam więc się udałam. Pierwszy raz siedziałam tam tak cholernie długo. Nie wiem, co mnie zaniepokoiło bardziej - wilk czy te oczy? Szybko ubrałam na siebie jakieś luźne spodnie i rozciągnięty sweter. Przejrzałam się w lustrze - te same zielone, podkrążone oczy co zwykle, włosy spięte byle jak w koka. To chyba ja.

Przy obiedzie wszyscy rozmawiali z entuzjazmem o tym co dzisiaj robili, że czują się świetnie, że piękna pogoda... Cieszę się ich szczęściem, ale w tej rodzinie co trzecie pokolenie je traci. Rozerwiemy się? Zagadka za dziesięć punktów - która osoba w rodzinie (sądząc po zachowaniu i opisach) jest tym trzecim pokoleniem? Odpowiedź narzuca się sama.
- Alice? - mama przyglądała mi się jak gonię pokrojoną w plastry marchewkę z jednego końca talerza w drugi. Jakoś straciłam apetyt. Może do końca życia będę żywić się czekoladowymi kulkami i colą? Oczy na zapałki i mogę być sową. Sowy nie śpią w nocy...
- Tak? - zapytałam bez większego entuzjazmu.
- Dobrze się czujesz?
- Mhm - wymruczałam tylko.
Po obiedzie zmyłam naczynia. Babcia z dziadkiem poszli do salonu z ogromnym telewizorem i przyjemnie grzejącym kominkiem. Tata poszedł do garażu coś naprawiać a mama usiadła w kuchni i zaczęła rozwiązywać krzyżówki.
- Hades! - zawołałam siedząc na przeciwko mamy. Hades to doberman. Jest piękny, uwielbiam się z nim bawić. Czas na spacer. - Idziemy? - uśmiechnęłam się do niego pokazując smycz w ręku.

Zawsze chodzimy z nim do lasu. Tam najbardziej lubi chodzić. Wszystko może powąchać, pogonić wiewiórki tam gdzie pieprz rośnie, czekać aż rzucę mu patyka. Jest słodki - moja druga bezpieczna przystań. Spuściłam go ze smyczy i zaczęłam powoli spacerować ścieżką. Raz na jakiś czas urządzałam z nim wyścigi, próbowałam wyrwać smycz ze szczęk Hadesa, który uwielbiał pokazywać, że jest ode mnie silniejszy - no i dobrze... nie wiadomo co spotkamy w tym lesie.
Jestem Alice, nastolatka, uwielbiam czytać, mam wspaniałą rodzinę i kochanego pieska. Mieszkam w domku jednorodzinnym położonym w rządku innych domków wzdłuż alejki. Parę sklepów odzieżowych, barów i sklepów wędkarskich - normalne obrzeża miasta. Las ciągnie się pięćset metrów od mojego ogrodzenia na tyle posiadłości. Nie lubię kotów, są dziwne, nieprzewidywalne, nie kochające. Nie to co psy... odwróciłam się w poszukiwaniu Hadesa. Biegał wokół drzew pozdrawiając wiewiórki ruchem ogonka. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Hades znalazłeś kompana? - zaśmiałam się i podeszłam. Podrapałam go za uchem, spoglądając w górę. Odebrało mi mowę, czułam się sparaliżowana. Mrowienie na karku już wcześniej mi mówiło, że ktoś mnie obserwuje, ale jak zwykle to olałam. Kropelki potu popłynęły mi po plecach. TO nie była wiewiórka... TO był kot. Wychudzony biały w czarne pręgi, z nagryzionym uchem i kilkoma kolczykami w kształcie koła w drugim uchu. Jednak najdziwniejsze było to, że on się uśmiechał" ~~Alice♥♥♥

kot.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego