• Wpisów:12
  • Średnio co: 104 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin:4 262 / 1364 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
"Fuj! Robak! Jaki wielki?! I po co mi to było? "Zjedz kawałek - powiedział Królik - szybko, bo nie mamy czasu!". Dlaczego zjadłam? Nie wiem. Uległam presji, a teraz żałuję. Jeny! CZY one muszą być aż tak gigantyczne?!

Zaraz po zjedzeniu tego ciastka zmniejszyło mnie do wielkości spinacza biurowego. Przeszliśmy przez szparę w korze drzewa, o którego się opierałam wcześniej i schodzimy w dół. Dlaczego zaufałam ciągle spóźnionemu Królikowi i uśmiechającemu się Kotowi? Nie wiem.

Szliśmy koło godziny, gdy nagle któryś popchnął mnie w kierunki bardzo głębokiej, czarnej dziury wydrążonej w ziemi. Potknęłam się i do niej wpadłam. Krzyczałam na całe gardło i czekałam na głuchy huk i czerń przed oczami. Po kilku minutach wyschło mi gardło i nie mogłam wydobyć żadnego dźwięku z ust. Wokół mnie zawisło w powietrzu pełno starych mebli i książek. Dziwnie mi się to oglądało. Spojrzałam w górę - ciemno. Na dole też nic nie było widać. Co ja teraz zrobię?

Chyba zasnęłam. Obudziłam się na miękkiej poduszce pod ziejącą dziurą w suficie. Usiadłam i lekko się przeciągnęłam. Znajdowałam się w niewielkim saloniku. Wszystkie meble były w kolorze różowym, pomarańczowym i białym. Zdjęcia na ścianach przedstawiały marchewki, króliki albo króliki i marchewki. Wszystko pokrywały marchewkowe zdobienia, a w kuchni pachniało zupą marchewkową. Nie podobało mi się tu. Skąd się tu wzięłam?

Weszłam do kuchni, bardzo burczało mi w brzuchu. Myslałąm tylko o tym żeby napchać kieszenie jedzeniem i uciec stąd jak najdalej. Może powinnam tak zrobić? Mmmm... Ten zapach... Może skosztuję troszkę tej zupy? Odrobinkę... Podeszłam do parującego garnka. Wzięłam pierwszą łyżkę z brzegu i nabrałam trochę zupy. Podmuchałam chwilę i włożyłam ją do ust. FUJ! Od razu wyplułam to świństwo. Jak w ogóle można to jeść? Nie była doprawiona, a konsystencja przypominała rzadki kisiel. Może powinnam sama doprawić? Zaczęłam szukać przypraw. Gdy w końcu je znalazłam odechciało mi się wszystkiego: "suszona marchewka", "cynamon marchewkowy" i "wyciąg z korzenia marchwi". Co ja tu robię?

Poszłam do salonu. Na pięknym, białym stoliku stało kryształowe pudełko z wieczkiem. Wyglądało słodko, jak kryształowa cukierniczka. Podniosłam pokrywkę. W środku leżało kilka ciasteczek w kształcie serduszek i, oczywiście, marchewek. Podniosłam jedno w kształcie serduszka. Obejrzałam go z każdej strony. Było ozdobione lukrem z każdej strony, ale tylko na jednej widniał napis "zjedz mnie". Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Włożyłam całe ciastko do buzi, ledwo się zmieściło. Żułam je łapczywie. Było pyszne, ale nie mogłam rozpoznać smaku. Coś jak ciasteczka korzenne?

Spacerowałam po domku oglądając obrazy wiszące na ścianach i meble. Królik, szary królik, szary królik z białą plamką i binoklem, szary królik bez binokla z parasolką i biały królik w bordowej kamizelce z ciężkim zegarkiem w kieszeni.
- Wstałaś nareszcie! - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się - Ile można spać? Musimy już iść, jesteśmy spóźnieni!! - Krzyczał tak głośno jak pozwałały mu jego małe płuca.
- Uspokój się! - Pisnęłam. Gdzie się śpieszymy? To nie miało sensu. - Gdzie mamy iść?
- Na podwieczorek do Kapelusznika i Zająca! Czekają na nas od jutra!
- Jutra? Co za nonsens... - powiedziałam cicho do siebie.
- Nonsens?! Ubieraj się i wychodzimy!
Ubrałam się tak szybko tak tylko mogłam. Gdy wyszliśmy znaleźliśmy się na pięknej i kolorowej polanie na środku lasu. Słoneczko grzało miło. Zamknęłam oczy i delektowałam się ciepłem poranka.
- Masz - powiedział Królik podając mi czerwony płaszcz - w lesie bywa chłodno. Posłusznie włożyłam go i nasunęłam kaptur na głowę. Podążaliśmy powoli w kierunku lasu. Słuchać było szum liści na wietrze, słodki zapach kwiatów i miodu. Było cudownie. Na gałązce nad nami usiadł skowronek. Śpiewał pięknie, tak kojąco. Idealnie zgrywało się to z bujającymi się drzewami i chmurkami pełzającymi po siebie. Nie wiem ile się w niego wpatrywałam, pięć sekund? Minut?... Lat? Ptak zerwał się z gałęzi i poszybował nade mną w kierunku polany. Z szerokim uśmiechem obróciłam się za nim wypatrując toru jego loty. Śpiewak usiadł na domku Królika i powoli zaczął wydziobywać dach budynku. Gdzieś to już widziałam... Tylko gdzie?...
- Ekhem... - usłyszałam ciche chrząknięcie. - Chyba ci się śpieszy, no nie? - Zapytał Kot zeskakujący z drzewa. Usiadł przede mną i miarowo ruszał ogonem w lewo i w prawo.
- No tak... już idę... - powiedziałam i zaczęłam kroczyć ścieżką. Po mojej prawej stronie groźnie i z gracją szedł Kot, a po lewej kicał Królik cały czas spoglądający na zegarek. Od czasu do czasu coś mruknął o tym, że już późno, że zaraz będzie ciemno, podczas gdy bestia po mojej prawej mruczała zapatrując się co chwilę na wiewiórki biegające po drzewach.

Szliśmy tak długo aż nastał wieczór. Świerszcze cykały w trawie, ptaki śpiewały musicale do wtóru rechotania żab. Pierwsze gwiazdy pojawiły się na przechodzącym w granat niebie, a świetliki latały miedzy drzewami i ponad dróżką. Czułam magię tętniącą w tym lesie. Wszystko wydawało się takie nierzeczywiste, a jednak każdą komórką ciała czułam, że to się dzieje naprawdę. Z letargu wyrwało mnie głośny stukot. Zamilkły ptaki, wiewiórki schowały się w dziuplach, żaby schowały się za drzewami, a świetliki zaczęły powoli ściemniać swoje światło aż zupełnie zgasło i pogrążyliśmy się w mroku.
- Ćśśśś... - usłyszałam za sobą Królika.
- Śmierdzi psem... - zawarczał Kot." ~ Alice ♥
 

 
"Czułam się co najmniej dziwnie. Ciecz znajdująca się w fiolce leniwie płynęła przez moje gardło. Jej słodki smak nie przypominał mi niczego. Właściwie po co to piłam? chyba z desperacji. Może zaraz ujrzę telewizor z propozycją "zagrajmy w grę"? Tak, zdecydowanie jestem dziwna. Wypiłam połowę zawartości pojemniczka i zamknęłam go korkiem. Poczułam się dziwnie senna. Usiadłam, a po chwili położyłam się na drewnianej podłodze. Potem widziałam już tylko ciemność.

Promienie słońca snujące się przez okno nieźle mnie rozbudziły. Usiadłam. Znowu jestem w domu. Tylko... dlaczego śpię na podłodzę?

Podniosłam się zimnej posadzki. Przede mną pojawiło się okno. No tak, nie było dobrze zamknięte. Zaścieliłam swoje łóżko i pozbierałam ubrania z podłogi. Od razu ruszyłam do łazienki.

Woda płynęła z góry leniwie od czubka mojej głowy aż po stopy. Oparłam ręcę na ścianie przede mną i stałam tak kilka minut. Musiałam ochłonąć. Kiedy w końcu się odprężyłam umyłam włosy i resztę ciała. Wytarałam się i owinełam w miękki, pachnący wanilią ręcznik. Podeszłam do umywalki. W lustrze była ta sama dziewczyna. Miała te same wory pod oczami co wcześniej. Niech tak będzie. Przez chwilę się przyglądałam mojemu odbiciu. Gdy się znudziłam wzięłam szczoteczkę do zębów i nałożyłam na nią sporą porcję pasty. Pochylona nad zlewem myłam zęby kilka długich minut.

Wypłukałam usta z miętowej pasty i przepłukałam twarz zimną wodą. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Zajęte! - krzyknęłam odruchowo, ale pukanie nie ustawało. Wytarłam szybko twarz ręcznikiem i odwróciłam się w stronę drzwi. Już miałam zacząć iść w kierunku drzwi, ale... zauważyłam coś czego nie powinno tu być. Przetarłam oczy dłońmi i jeszcze raz tam spojrzałam. Czyja znowu śnię?

Na koszu na brudną bieliznę siedział... biały królik! Miał na sobie bordową, staromodną kamizelkę bez rękawów z czarnym krawatem i zegar na łańcuchu wielkości sporego jabłka. Uderzał dosyć szybko tylną łapką w kosz. To stąd wydobywało się pukanie...
- Alice, spóźnimy się. - Powiedział lekko poddenerwowany. - Mieliśmy się pojawić wczoraj, ale jak zwykle zaspałaś.
Z każdym słowem robiło mi się coraz słabiej. O co mu chodzi?...
- Ubieraj się, migiem! - powiedział dosyć głośno ib zastukał łapką w zegar. Przedmiot sam w sobie był dziwny. Był złoty, wyglądał na niezwykle ciężki i porządny zegar, ale... wskazówki chodziły do tyłu. Jak to działa?

- Alice! - krzyknął wyraźnie oburzony królik. - Słyszałaś co powiedziałem?
Pokręciłam głową nadal niedowierzają, że on tu jest.
- Oczekuje cię Kapelusznik i Zając. Muszą coś ci przekazać.
Nadal stałam jak wryta. To tylko sen.
- No ruszaj się! Nie mamy całego dnia!
Szybko pobiegłam do pokoju. Ubrałam się i związałam włosy. CO JA WŁAŚCIWIE ROBIĘ?!

- Chodź za mną! - usłyszałam wołanie zza okna. Królik kicał w stronę lasu. Wystrzeliłam z domu i podążąłam za nim. Biegłam jakieś piętniaście minut. Nie mogłam złapać oddechu. Gdy stanęliśmy oparłam się o drzewo.
- Szybko ci poszło - usłyszałam drwiący głos z góry.
- Ja nigdy tak długo się nie szykuję. - Odpowiedział Królik.
- Mi by się udało ją tu zaciągnąć szybciej - wycedził przez zęby.
Spojrzałam w górę by zobaczyć rozmówcę. Było dosyć ciemno,chyba zbierało się na burzę. Wytężyłam wzrok.
- Witaj, Alice. - powiedział z szerokim uśmiechem Kot." ~ Alice ♥
  • awatar Lisa Angels: Tyle sie naczekałam a dostałam taki krótki rozdzial nie zdązyłam się nawet nim dobrze nacieszyć, a już się skończył!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
" Pięć. Sześć. Siedem. Osiem. Oddychaj. Co się właśnie stało? Auć. Moja głowa, cholernie boli. Strasznie tu ciemno... Gdzie jestem?

Wstałam. Zamrugałam oczami kilka razy, aby się przyzwyczaiły do panującego mroku. Puste ściany, pusty pokój. Może dziewięć metrów kwadratowych? Dziwnie się czuję. Spojrzałam w górę - dziura. Duża, ziejąca otchłanią dziura w suficie. Gdzie jestem?

Pomieszczenie nie jest do końca zamknięte. Nie istnieją tu drzwi, ale składa się ono z czterech ścian. Ta przede mną jest... przekuta. Jakby ktoś planował ją całą zburzyć. Poszłam w jej kierunku.
- Halo? - zawołałam ze ściśniętym gardłem. Echo odbiło się i wróciło w ułamku sekundy wprost do mojego ucha. Stąpałam tak jak najciszej umiałam. Potknęłam się o coś i upadłam. Syknęłam cicho, chyba zdarłam kolano. Co to jest? Zbliżyłam się, by sprawdzić czemu się przewróciłam. W dotyku było lekko chropowate, suche i nieprzyjemne, ale za to pachniało jak... jak co? Nie mogłam sobie przypomnieć. Podniosłam się, zauważyłam kilka bardzo podobnych kształtów leżącym w okół. Rozważnie przeszłam między nimi i nareszcie dotarłam do mojego celu podróży. Gdzie ja jestem?

Jednak to nie był pokoik... W pokoju znajduje się teraz, ale... dlaczego wszystko jest takie duże? Widzę stolik, dwa krzesła, okno i drzwi, są na miarę olbrzyma. To nonsens. Powoli zeszłam z tego czegoś w którym się ubrudziłam. Światło padało z okna wysoko nade mną. Dopiero teraz zauważyłam jak jestem brudna. Całą sukienkę miałam czarną, osmoloną. Czyja pachnę spalenizną?! Odwróciłam się na pięcie lekko przestraszona. WŁAŚNIE WYSZŁAM Z KOMINKA?! Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie... Co ja tam robiłam?! Gdzie jestem?

Po kilku minutach, trwających dla mnie jak godziny, dostrzegłam duży, mosiężny klucz leżący na szklanym stole. Próbowałam wszystkiego, wspinałam się po nodze od krzesła, podskakiwałam, łudząc się, że dosięgnę wysoko umiejscowionego siedzenia. Wszystko na nic. Usiadłam pod stołem opierając się o jego stalową nogę. Łzy napłynęły mi do oczu. Co teraz? Gdzie jestem?

Zamknęłam oczy. Nigdy nie wrócę do domu... Nie zobaczę rodziny ani Hadesa. Łzy płynęły po moich rozgrzanych policzkach, czułam ich chłód. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. To koniec? Tak ma się zakończyć moje życie? Bo bawiłam się w berka z jakimś głupim królikiem który porwał moją chustkę? Dziękuję bardzo. Głupi królik.

Usłyszałam trzask zamykanego okna i dźwięczne uderzenie czegoś o podłogę. Podskoczyłam przerażona. Zaczęłam nasłuchiwać kroków. Żadnym nie było. Po kilku minutach bezruchu postanowiłam sprawdzić co było powodem hałasu. Podniosłam się i wychyliłam głowę zza nogi od stołu. Nikogo nie było. Spojrzałam na okno, było zatrzaśnięte, ale klamka nie była przekręcona w dół. Firanka została na zewnątrz. Niepewnie trzepotała na wietrze. Pod oknem widniał ciemny kształt. Gdy podeszłam najciszej jak potrafiłam dostrzegłam, że to co leżało na ziemi było kryształowym jasnoniebieskim flakonikiem. Przypominał trochę szklaną buteleczkę od perfum mojej babci, wyglądał przepięknie.

Hej tu jest doczepiona karteczka "Wypij mnie." Dla pewności rozejrzałam się po całym pokoju. W pobliżu kilkunastu metrów ode mnie nie było żywej duszy.

Wypić czy nie wypić - oto jest pytanie..."~~Alice♥♥♥
  • awatar Chrisos_recenzje opowiadań: I teraz wchodzimy do bajki której szczerze nie cierpię. Zżera mnie ciekawość, czy twoja wersja zaciekawi mnie, bardziej niż wszystkie dotychczasowe
  • awatar izkku: zapraszam do siebie i obserwowania mnie :) http://gymmylife.pinger.pl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
" Przełknęłam ślinę patrząc na budynek. Rozum płata mi figle. To przecież nie możliwe, to by się nie trzymało, a jednak... Było w tym coś magicznego, coś co dodawało mi siły i tworzyło uśmiech na mojej zmęczonej twarzy. Ten zapach. Jak go dawno nie czułam. Pamiętam ostatnie święta z moją mamą. Cały dzień przesiadywała w kuchni by wieczorem przy skromnej, ale uroczystej kolacji wigilijnej zobaczyć naszą euforię na rozbawionych twarzach. Smak dzieciństwa. Za bardzo za nią tęsknie, zaczyna mi od...

CHRUP... Zaraz, o czym to ja?... CHRUP...

Rozejrzałam się dookoła. Wtedy go zobaczyłam. Jaś, mój najukochańszy brat, braciszek, moje wsparcie, moja duma.. OSZALAŁ?!
- Co Ty robisz?! - krzyknęłam przestraszona.
- Delicje... - odpowiedział, przyklejony do ściany brat.
- Obżerasz tynk?...- zwątpiłam.
- Chodź spróbuj, to piernik! - zawołał i zaczął pałaszować dalej. Czyli jednak to nie były moje zwidy. Skoro on też to widzi... a w dodatku to je i nie połamał sobie zębów...
- Pierwsza zjem całą rynnę! - krzyknęłam rozbawiona i podbiegłam do chatki. Jadłam tak dużo w tak niewiarygodnym tempie, że po kilku minutach padłam na ziemie.

- Przyjemnie jest mieć pełny żołądek,hm? - podskoczyłam na dźwięk skrzekliwego głosu. Przede mną stała starowinka. Siwe włosy spięła w chustę, na wystające ramiona zarzuciła szary sweter, a czarna spódnica sięgała do kostek. Opierała się na wyżłobionej lasce.
- Ale wiesz jak się śpi w domu, w którym są dziury, młoda panno? - zaskrzeczała.
- Przepraszam.. ja nie wiedziałam... - to nie było przyjemne. Nawet nie pomyślałam żeby ktokolwiek mógł w tym domu mieszkać.
- Zaraz się zrobi ciemno. Wejdźcie,ugrzejcie się. W nocy kręcą tu się bardzo nieprzyjemne stworzenia...

Codzienna rutyna. Pobudka o świcie, rozpalam w kominku, robię śniadanie, budzę wiedźmę, zerkam na brata... Biedny. Cały dzień siedzi na krześle w kącie. Ręce i nogi na przykute luźno za sobą do ściany. W ręce trzyma małą, bladą kosteczkę. Ostatnio stał się masywniejszy, nabrał kształtów. Boję się o niego...
- Ty wstrętna smarkulo!! - krzyknęła na mnie ta stara jędza. Moje ręce są skute łańcuchem, on sam ma jakieś trzydzieści centymetrów. - Znowu przypaliłaś!
Ostatnie co pamiętam to dźwięk rozbijanej porcelany.

- Jak już tłumaczyłam, nic dalej nie było, obudziłam się i tyle. - cedzę przez zęby. Chyba dziesiąty raz pyta mnie o to samo.
- Dlaczego jesteś agresywna? - spojrzał na mnie spod swoich olbrzymich szkieł.
- Enty raz pyta pan mnie o to samo.
- Słucham? - odparł wyraźnie zaskoczony.
- W tym problem, że nie! Któryś raz z rzędu zadaje mi pan pytanie o koniec mojego snu, a ja za każdym razem odpowiadam to samo! - krzyknęłam. Czułam jak moje policzki robią się czerwone. Zaraz coś sobie zrobię.
- I właśnie tak skończył się Twój sen?

Zabiję..." ~~ Alice♥♥♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przepraszam, że tak długo nic nie wstawiałam. Miałam trochę spraw do rozwiązania i mało czasu. Postaram się napisać 2-3 rozdziały i wrzucę po jednym na dwa dni
A jeśli znajdziecie jakieś błędy stylistyczne, ortograficzne albo jakieś potworki w tekście to piszcie. Nie chcę żebyście się męczyli czytając moje wypociny.
Alice ;D
 

 
" Biegliśmy przez las, słysząc tylko trzask łamanych za nami gałęzi i szum naszych oddechów. To było coraz bliżej. Czułam ja zaciska szpony na moich rękach i szyi. Nie miałam już siły, ale Jasiek nie zwracał na mnie uwagi i ciągnął dalej w głąb lasu. Drzewa wyglądały jakby próbowały zatrzymać nas swoimi gałęziami, jak rękoma.
- Wchodź, no szybko! - krzyknął do mnie brat i podsadził na bardzo wysoki konar. Ledwo wdrapałam się sama. Trzymałam mocno gałęzi obok i płakałam ze strachu. Jaś wziął rozbieg i pobiegł kilka kroków po pniu, w ostatniej chwili łapiąc się konaru, na którym siedziałam. Sprawnie się na niego wspiął i usiadł na nim okrakiem. Plecami opierał się o pień. Wyciągnął do mnie ręce. Bardzo szybko się przysunęłam. Nie potrafiłam się uspokoić. Przytulił mnie do siebie.

Usłyszeliśmy szmer z dołu. Otworzyłam oczy i zamrugałam otępiała snem. Leżałam na grubym konarze oparta o starszego brata i przykryta jego grubą, ciepłą bluzą. On sam siedział na krótkim rękawku. Spojrzałam w stronę ziemi. Księżycowe światło wcale nie pomagało, prawie go nie było. COŚ chodziło pod naszym drzewem i się rozglądało na wszystkie strony. Zrobiło mi się słabo. Jasiek się mocno spiął gdy zobaczył to co ja. Postać miała na sobie długą, czarną pelerynę z dużym kapturem. Materiał ciągnął się po ziemi, wydając cichy szelest. To coś miało posturę bardzo zniekształconego człowieka. Chodziło zgarbione, ale nie wydawało dźwięku. Dłonie miało powykręcane z bardzo długimi pazurami.

Potwór chodził koło drzewa, oddalając się od niego i zbliżając z powrotem, ale nas nie widziało. Kaptur zasłonił twarz bestii, mimo to co jakiś czas jej oczy błyszczały niczym drogie kamienie. Czegoś szukało, ale... chyba nie nas? Chyba TO nas nie goniło kiedy rozpaczliwie szukaliśmy schronienia przed... właściwie co nas goniło? Łzy napłynęły mi do oczu. Mama ostrzegała przed tą częścią lasu. Teraz już wiem dlaczego. Mocno ścisnęłam rękę brata. Zamknęłam oczy i zaczęłam liczyć od 10 w dół. 10... 9... 8...7... 6... 5... 4... 3... 2...

- Wstawaj - szyszka odbiła się od konara na którym leżałam. Szybko otworzyłam oczy. To już poranek? Dzień? Przed chwilą jeszcze księżyc świecił nam nad głowami, przecież nie spałam... Usiadłam i spojrzałam na chłopaka celującego we mnie szyszką.
- Zostawiłeś mnie tu to teraz mnie ściągnij. - stwierdziłam i wyciągnęłam do niego ręce.
- Niby jak mam to zrobić? - spytał rozbawiony mną Jasiek. Miałam położyć się na brzuchu na gałęzi i delikatnie zawisnąć na niej na rękach a potem ją puścić. Genialnie. Po minucie stałam już na mchu.
- Jestem głodna... - powiedziałam cicho. Burczało mi w brzuchu. CICHO TAM! Też jestem głodna... 

Szukanie jagód i jeżyn nie jest moją mocną stroną, nie znalazłam nic. Przynajmniej bratu udało się złapać jakąś wiewiórkę. Rozpaliliśmy ognisko.
- Nie wiem czy to dobry pomysł żeby je rozpalać... - mówię cicho co chwilę się oglądając.
- To chcesz zjeść ją na surowo? - spojrzał na mnie rozdrażniony. Nie dziwię mu się, też chcę do domu.
- Jeszcze ta bestia wypatrzy ogień.. - spojrzałam na niego blada.
- Jak jesteś taka mądra to sama sobie szukaj jedzenia. - wycedził przez zęby i wstał.
- Przepraszam... - powiedziałam łamiącym się głosem i zaczęłam płakać. Miałam już dosyć tego lasu, tego jedzenia, nocy i wszystkiego co mnie otacza. Chciałam do domu, ale do tego prawdziwego. Tamtego nie można nim nazwać. Tam mnie nie chcą.

Po kilku minutach Jasiek podszedł do mnie i prze przytulił. Najwidoczniej miał wyrzuty sumienia, że podniósł na mnie głos. Zjedliśmy po połowie pieczeni i ruszyliśmy w poszukiwanie domu. Kolejnym posiłkiem były smażone na gorącym kamieniu jajka i kilka jeżyn. Chyba zjadłam dziś więcej niż przez kilka dni w domu, ale tam czułam się trochę bezpieczniej. 

Kolejna noc. Znowu konar, znowu ja z bratem, znowu sen, znowu ciemność, znowu TO! Ciągle węszy, słyszę tego oddech pojawiło się zaraz jak zaszło słońce. Ledwo weszliśmy na drzewo. Depcze nam po piętach. Przyjrzałam mu się, w tym czasie Jasiek spał. Nie chciałam go budzić. Nie spałam całą noc patrząc na tę kreaturę aż do świtu, gdy uciekło na zachód.

Pobudka, śniadanie, szukanie, jedzenie, szukanie, jedzenie, konar, noc. Potwór podchodził coraz bliżej drzewa, ale nadal nas nie zauważał. Może jednak tak? Może chciał zwrócić na siebie uwagę. Mamy iść w jego stronę?

Pobudka, śniadanie... znowu. Ruszamy na zachód. Coraz mniej drzew. Kroczymy przed siebie. Cały czas do przodu. Wytrwale.

Dotarlismy na polane. Ciemne juz drzewa przysłaniały pomarańczową nutke nieba. Słońce leniwie chowało sie za choryzontem. Wiatr delikatnie muskał nasze policzki i wlosy. Ptaki śpiewały kołysanke piękną jak letnie noce.

Chwila... cos mi nie pasuje... czy to możliwe, że w srodku tak niebezpiecznego lasu stoi chatka? Podeszliśmy bliżej. Kilka metrów od niej zdałam sobie sprawę, że to, że tu stoi to nic w porównaniu z tym z czego jest zbudowana... Czy to?.." ~~Alice♥♥♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
" Trudno mi to przyznać, ale czuję się nieswojo. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie, że nikt nie jest w stanie zrozumieć. Kilka dni temu powiedziałam rodzicom, że mam brata. Spojrzeli na mnie swoimi wybałuszonymi oczami. Tak. Otóż mam brata. Jest ode mnie starszy, wyższy i... jak się okazało tylko ja go akceptuję. Dla rodziców to co mówię jest wyssane z palca. Jak można tak traktować swoje dziecko? Nie dziwię się, że prawie nigdy się nie odzywa. I tak dobrze się trzyma, ja wpadłabym w depresję, przestała jeść, spać... a on tak spokojnie siedzi na parapecie całą noc patrząc w gwiazdy, zupełnie jak ja. Ostatniej nocy przyjrzałam mu się. Jest głowę wyższy, lekko umięśniony. Jego czysto zielone oczy wpatrują się nieruchomo w górę spod czarnych jak noc włosów. Ma na imię John, nie wiem skąd się tu wziął ani dlaczego się ukrywał, sam strzeże swoich tajemnic.

Wkroczyłam do gabinetu pana Smith'a. Wycedziłam szybkie "dzień dobry" i usiadłam na kanapie. Mama oczywiście zdążyła mu już zaalarmować, że zmyśliłam sobie brata i ciągle o nim mówię. Zaraz zacznie się rozmowa " co się z tobą dzieje dziecko? Może coś zjadłaś? Może się narkotyzujesz? Chodzisz na seanse spirytystyczne? Abo może po prostu jesteś NIENORMALNA? Spokojnie, to się zdarza..." Nie miałam ochoty tego wysłuchiwać. Opowiedziałam mu trochę o braciszku i jasno przedstawiłam, że siedzi obok mnie. Ku mojemu zdziwieniu przywitał go krótkim "witam". ŻE CO?! wydaje mi się to co najmniej.... dziwne? Niby on go widzi, a reszta nie? Żenada. Oparłam się plecami o ścianę i założyłam ręce na klatce. Po chwili zrozumiałam, że tylko udaje, że mi wierzy. Idiota. Wpatrywałam się w jego puste oczy dopóki nie zorientowałam się, że o coś spytał.
- Słucham? - poprosiłam żeby powtórzył.
- Dlaczego ubierasz się na czerwono? - przyglądał mi się już od kiedy weszłam. Czerwone trampki za kostkę, czarne spodnie i czerwona bluza. Czy to dziwne, że ostatnio zaczęłam lubić ten kolor?
- Zabrania mi pan? - uniosłam brew. Znowu skrzypiące krzesło, tykanie zegara. Nie wytrzymam.
- Nie powiedziałem tak. Chciałem się tylko dowiedzieć dlaczego wybrałaś ten kolor. - odpowiedział delikatnie. Tak rozmowę można prowadzić godzinami. Patrzyłam na psychologa, Johna i zegar i tak w kółko przez całą godzinę. John wyglądał na bardzo znudzonego. Położył się na kanapie tak, że zwisała mu głowa i oparł lekko ugięte nogi o ścianę. Zaczęłam się śmiać.
- Czy to co powiedziałem jest dla ciebie zabawne? - widać było, że zaraz straci nad sobą kontrolę.
- Nie słuchałam pana. - odpowiedziałam szczerze. - Do widzenia.
Wyszłam z gabinetu równo z czasem, który był przeznaczony na wizytę. Wieczorem, kiedy znowu zaczęłam wychodzić z Hadesem, szłam z Johnem trzymając go za ramie. Czułam się przy nim bardzo bezpieczna. Jednak wrażenie, że ktoś mnie obserwuje nie opuszczało mnie ani na krok.

Po kąpieli położyłam się do łóżka. Brat jak zawsze usiadł na parapecie i patrzył w gwiazdy. Czułam jak wtapiam się w miękką poduszkę i zapadam w sen. Już się nie opieram, bo gorzej być nie może... Nie?

Przewróciłam się z boku na bok. Otworzyłam oczy kiedy przez okno wpadły promienie słońca. Pokój wyglądał jak zawsze. Obdrapane ściany, wilgoć na suficie, poprzegryzane przez myszy panele na podłodze. W kącie przy ledwo działającym grzejniku leżały dwa stare, zniszczone i niewygodne materace. Na nich spoczywały koce i poduszki. Oprócz nich w pokoju nie było praktycznie nic.

Spojrzałam w sufit nade mną. Wilgoć się rozprzestrzeniała, a z okna słychać było syk wiatru. Nie było szczelne. Położyłam się tyłem do ściany i patrzyłam jak śpi mój starszy brat. Cieszę się, że go mam. Jego klatka miarowo unosiła się i opadała wraz z oddechem. Umięśnione ręce trzymał za głową. Odkąd skończył 15 lat pomaga tacie ścinać drzewa na opał (lub na sprzedasz) i nosić do wozu. W nocy oddał mi swój koc. Musiało być mu zimno. Okryłam go nim i swoim, wstałam i wyjrzałam za okno. Była chłodna jesień. Za niedługo będzie zima. Wszyscy będą musieli spać w salonie przy kominku żeby nie zamarznąć.

Od kilku miesięcy mamy nową mamę. Nie lubię jej, jest okropna. Tamta mama była ciepła, kochająca i zawsze robiła coś żeby było nam lepiej, a ta... zdzira zjada wszystko co udaje nam się zdobyć i nigdy nie powiedziała nam, że nas potrzebuje, kocha i inne bzdety. Tata zrobiłby dla niej wszystko. Prawie nie je, nie śpi, stale pracuje. Horror. Ale cały wolny czas spędza ze mną i Jasiem. No... przecież jesteśmy jego dziećmi, nie?

Umyłam się szybko w brudnej i zimnej łazience i ubrałam luźną bluzkę po braciszku oraz stare spodnie jeansowe. Włosy spięłam w ciasnego kucyka. Po porannym doprowadzaniu się do porządku pomaszerowałam do pokoju.
- Pobudka, wstajemy. - powiedziałam z uśmiechem siadając na krańcu jego materaca. Niestety miał taki twardy sen, że żeby go dobudzić trzeba było nieźle się namęczyć. - Wstawaj! - krzyknęłam ze śmiechem i na nim usiadłam. Dostał ode mnie poduszką.
- No już, już. Spokojnie. - zaśmiał się zaspany i zabrał mi poduszkę. Oberwałam nią w głowę i chichocząc spadłam na swój materac. - Która jest? - spytał, przeciągając się.
- Ta, o której księżna oczekuje śniadania. - powiedziałam poirytowana zachowaniem naszej nowej mamy.
- Już tak późno? - wstał i skierował swoje kroki prosto do łazienki. Natomiast ja zajęłam się przygotowaniem śniadania. Tata od świtu rąbie drewno, najkochańsza mamusia leży w łóżeczku, a my sprzątamy i gotujemy. Świetne życie. Łuu chuu. Ubaw po pachy.

Gdy wszyscy usiedli do stołu, Linda - macocha - zaczęła pochłaniać wszystko co się na nim znajdowało. Zdążyliśmy razem z tatą i bratem zjeść po jednej kanapce kiedy zabrakło jedzenia. To już prawie miesiąc od kiedy brakuje żywności. W radiu mówią, że przechodzimy kryzys, warunki pogodowe nie sprzyjają rolnikom. Wpuszczają nas w maliny. Posprzątałam po śniadaniu. Jasiek zaczął się ubierać, zaraz wychodzą do lasu. Ten to ma dobrze. Wychodzi na cały dzień i nie musi patrzeć na wiecznie niezadowoloną minę mamuni.

Tak wygląda cały nasz dzień. Pobudka, łazienka, śniadanie, sprzątanie, praca, usługiwanie tej wiecznie nienażartej i egoistycznej świni, kolacja i spanie. Gdyby nie brat to już dawno by mnie zagłodziła. To on zwracał jej uwagę o to, że nie dzieli się po równo. Ona zawsze nas nienawidziła. Pogardliwie patrzyła na wszystko co robię.
Po ciężkim dniu położyłam się spać z Jasiem. Na niefart Lindy przesunęliśmy materace obok drzwi. Tam ściana była rozgrzana od komika, który znajdował się po drugiej stronie. Rodzice siedzieli za ścianą i zawzięcie o czym rozmawiali. Nie mogłam rozróżnić słów jakie wypowiadali, ale wiem, że mówili je nerwowo. Ostatecznie kiedy brat wstał i otworzył drzwi żeby wyjść do łazienki usłyszał fragment wypowiedzi mamy...
- ... musimy się ich pozbyć!
Szybko przymknął drzwi i ukucnął przy nich. Zaczął nasłuchiwać.
- Nie pozbędę się moich dzieci, nie ma takiej opcji. - mówił tata.
- Chcesz przez te zwierzęta umrzeć z głodu?! Twoja poprzednia żona popełniła właśnie ten błąd, który chcę ominąć. Są wiecznie nienażarte i kradną resztę jedzenia żeby zjeść we dwójkę w pokoju. - Linda zawsze mi wypominała, że to ja zabiłam mamę, że zabierałam jej wszystko to co miała, mimo że miała mało. Podobno zmarła z wycieńczenia i głodu... Popłynęła mi łza po policzku, to moja wina. Wszystko zepsułam. Teraz bym siedziała na jej kolanach, słuchając jej opowieści o ciasteczkowych domkach, krasnoludkach i grzała się z nią przy kominku. Skuliłam się na materacu. Po krótkiej wymianie zdań udało się tej zołzie namówić tatę żeby nas zabrał jutro w poszukiwaniu chrustu i zostawił samych miedzy drzewami gdy zacznie się ściemniać.

Przez całą noc nie zmrużyliśmy oka. Jasiek stał przy oknie, wpatrując się w zachmurzone niebo. O świcie przyszedł po nas tata. Był przybity. Miałam do niego wielki żal za to co miało zaraz nastąpić. Po śniadaniu poszliśmy do lasu z taczką i zaczęliśmy zbierać gałązki na opał. Brat gwizdał sobie jakąś melodię, a ja mruczałam to samo pod nosem. Minął nam tak cały dzień. Nie zauważyliśmy kiedy nas tak po prostu zostawił samych w lesie. Opanowała nas ciemność. Księżyc wyglądał zza chmur jakby bał się wyjść i pokazać się nam w całej okazałości. Pohukiwania sów przyprawiały mnie o gęsią skórkę.

Jaś złapał mnie za rękę i zaczęliśmy nerwowo kroczyć między drzewami. Co chwilę oglądał ich korę. Po kilku minutach zorientowałam się, że zrobił na nich nacięcia żeby znaleźć drogę powrotną. Kocham Cię, Jasiek! W środku nocy weszliśmy po cichu do domu i położyliśmy się w łóżkach. Rano macocha zorientowała się, że wróciliśmy i zrobiła ojcu awanturę. Wracając z pracy tata dowiedział się jakim cudem znaleźliśmy drogę. Zabrał nam nóż i wszystko co mieliśmy ostre w pokoju i zamknął nas na cały dzień i noc w pokoju. Jak zwykle zrobił to pod namową mamy.

Znowu pobudka była o świcie. Brat schował czerstwy chleb, który mieliśmy na śniadanie do kieszeni. Kolejna wyprawa w las. Tym razem wyszliśmy na te terenu, na których bałam się przebywać. Mama opowiadała, że dzieci stamtąd nie wracają. Szłam trzymając Jasia za rękę, a on sprytnie zostawiał odłamki śniadania za sobą, tworząc drogę ewakuacyjną.

Trudno mi się pracowało, byłam głodna i chciało mi się pić. Zasnęłam pod drzewem koło szesnastej kiedy zaczęło się ściemniać. Tata odszedł a brat mnie obudził szukając resztek jedzenia. Nie mogliśmy ich znaleźć. Po godzinie zdaliśmy sobie sprawę, że ptaki które łapczywie patrzyły na nas swoimi błyszczącymi oczami z gałęzi miały w tym swój udział." ~~Alice♥♥♥


  • awatar Alice - Między wierszami: @Milczący czują najwięcej.: @Lisa Angels: Jejku, jak się cieszę, że Wam się spodobało :D Mam jeszcze kilka pomysłów na rozdziały :3 Miłego czytania! <3
  • awatar Milczący czują najwięcej.: Czy to nie aby Jaś i Małgosia się zapowiada?
  • awatar Lisa Angels: No, no kolejna bajka. Po porównaniu obu snów, można zauważyć, że Alice dzień przed zaśnięciem widzi osobę, która będzie w jej śnie. Wyobrażam sobie miny jej rodziców, gdy usłyszeli, że ich córka ma brata... Rozdział cudowny, ach nie mogę się doczekać, dalszych losów Jasia i Małgosi w twoim wykonaniu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
"Biegnij, Alice. Biegnij! Dasz radę! Wyrównaj oddech. On Cię widzi, obserwuje każdy krok i bardzo chce żebyś popełniła błąd. Nie potknij się. Jeszcze pół drogi. Ehhh... Zatrzymałam się. Moje nogi już nie wyrabiają. Szybciej było by przez las, no ale...
Usłyszałam szmer na lewo ode mnie. Wiedziałam... Szybkim krokiem ruszyłam ścieżką. Nie odwracaj się, nie wolno ci. Zrozumiałaś? Idę dalej prosto przed siebie. Nie słyszę nic prócz bicia serca. Już nie mogę, stanęłam. Teraz to już na pewno jest po mnie. Coś dotknęło mojej ręki. Odruchowo krzyknęłam i szybko odskoczyłam od tego miejsca. Założyłam kaptur i zaczęłam biec przez las ile sił w nogach. Nigdy wcześniej tak szybko nie biegłam. Z takim tempem wgrałabym każde biegi przełajowe. To tak działa adrenalina. Zawsze się nad tym zastanawiałam. Wbiegłam na polanę, w tym tempie będę tam za 20 min. Uśmiechnęłam się. Jeszcze tylko jeden skok przez wąski potok i.... TRACH.
- Aaaaa!! - krzyknęłam głośno i upadłam na plecy po drugiej stronie. Moja noga... Złamana. Wiedziałam, że coś się stanie, wiedziałam. Bolało tak mocno, że nie byłam w stanie myśleć o niczym innym. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Po kilku minutach nastała ciemność.

Ale tu niewygodnie. Obróciłam się na bok, było jeszcze gorzej. Otworzyłam oczy, ciemno? Ile ja leżałam. Usiadłam powoli, poczułam delikatny wietrzyk. To było co najmniej dziwne. Nie czułam trawy, ani ziemi. Leżałam na czymś o wiele twardszym. Zaraz... To gałąź?! Lekko się przestraszyłam. Co robiłam na drzewie?!
- Obudziłaś się wreszcie - powiedział ktoś niskim głosem. Znam go... - Myślałem, że się dziś nie obudzisz - Chwilka, mam na końcu języka... - Jak noga? - Czekaj, czekaj... - Usztywniłem ją, ale najlepiej nie wygląda... - Mam cie!
- To znowu ty? - spojrzałam w miejsce, z którego wydobywał się dźwięk. Zamruczał.
- A któż by mógł być? - Zapytał ze śmiechem. - A tak poza tym to szybko biegasz, nie mogłem cię dogonić. - śmiał się dalej.
- Bardzo zabawne, a co by się stało gdyby on mnie dopadł? - pytam lekko urażona.
- Bym cię przewrócił i przygniótł lekko do ziemi - zamruczał.
- Tam na ścieżce to byłeś ty?! - zapytałam coraz bardziej zdenerwowana. Jak on mógł?
- No pewnie, gdyby to był on to najpierw poczułabyś jak sztylet przebija ci kręgosłup, płuca a na końcu serce. Wyćwiczył to sobie całkiem nieźle. - zaśmiał się delikatnie.
- Nadal tu jest? - zapytałam cicho.
- Gdzieś się kręci, ale nie może cię znaleźć.

Po kilkunastu minutach szłam po ścieżce z jakże uroczym kociskiem. Szliśmy w ciemności. Las o tej porze dnia wydawał się niebywale straszny. Jakoś dokuśtykałam się do pierwszego skrzyżowania. Spojrzałam w górę. Dosłownie nad najwyższym tam drzewem świecił księżyc. Zapatrzyłam się w niego, był wręcz ogromny.
- Kogo my tu mamy? - usłyszałam za sobą jakiś chropowaty głos, miałam wrażenie, że się uśmiechał. Ciszę przerwał dźwięk skrobania metalu o słup. Włosy stanęły mi dęba. Głuchy odgłos kroków zaczął miarowo stawać się głośniejszy. Mój oddech stał się płytszy. Zaraz, a gdzie kot? Nawiał... Zdrajca.
- Zgubiłaś się, kochanie? - spytał bardzo słodko, niemal czułam jego oddech na karku. Nie potrafiłam się ruszyć, strach mnie sparaliżował.
- Dokąd zmierzasz? Pomóc znaleźć Ci drogę? - Ten śliski głos mi się nie spodobał.
- Do babci... - odpowiedziałam drżącym tonem kiedy poczułam ostrze noża dotykające moich pleców. - Babcia mnie oczekuje... muszę iść...
- Nie tak szybko. Sama nie dasz sobie rady. - najwidoczniej zauważył, że mam problemy z nogą... Cholera.
- Nic mi nie będzie...
- Powiedz gdzie mieszka babcia to cię zaniosę.
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo.
- To sam sprawdzę. - wyciągnął mój telefon z torby i znalazł ją na GPS'ie. Dzięki tato...
- Albo mam lepszy pomysł... Pójdę sam i przygotuję ci wygodne łóżeczko żebyś mogła odpocząć po drodze. Do zobaczenia. - zamruczał i zniknął. Jeszcze chwilę stałam, byłam przekonana, że on się na mnie patrzy.... skądś...

Po godzinie marszu, bez kota, dotarłam wreszcie do chatki. Bez zastanowienia ruszyłam biegiem do drzwi. W kącie stał rozpalony kominek, z kuchni dobiegały najprzeróżniejsze zapachy a na stole stał wazon z kwiatami.
- Babciu, już jestem! - zawołałam wesoło i zaczęłam jej szukać po domu. Na pewno jest w kuchni...
- Zobacz jak piękn.... - zamilkłam kiedy spostrzegłam, że jej tam nie ma. Może się położyła? Jest już późno. Niestety też jej tam nie było. Hmmmm.... Wiem! Poszła do piwnicy po konfitury do ciasta. Babcia robi najlepsze konfitury EVER!!!! Schodzę szybko na dół. Światło było zapalone. Wybetonowany korytarz prowadził przez kilka metrów prosto i kończył się drewnianymi drzwiami. Po obu stronach widać było po jednej parze drzwi. Zaczęłam je po kolei sprawdzać. Pusto. Nic. Zero. Co babcia może tam robić? Otworzyłam drzwi,do których prowadził korytarz.

Weszłam do środka. Było ciemno. Pamiętam, że na środku pokoju była żarówka i łańcuszek. Gdy się za niego pociągnęło to zapalała się ona i robiło się nawet przyjemnie. Chociaż... piwnica zawsze przyprawiała mnie o dreszcze. Kilka kroków do przodu. Raz. Dwa. Trzy. CHLUP. Znowu rury poszły? Chlup. Chlup. Chlup. Chlup. O jest łańcuszek. Od razu za niego pociągnęłam. To co zobaczyłam... Nie potrafię opisać emocji, które mnie wtedy ogarnęły. To było obrzydzenie, strach i rozpacz... Gniew... To wcale nie była woda. Tym razem na ścianie nie wisiał czosnek, a TO wcale nie była moja babcia... Ona była... Miła, kochana... przede wszystkim ŻYWA. Przebiegłam przez kałużę krwi przy okazji rozbryzgując ją po całym pomieszczeniu i oczywiście sobie.
- Babciu?... - zapytałam cicho, wierząc, że to tylko żart. Niestety nim nie był. Poczułam wzbierającą we mnie rozpacz. Po gorących policzkach popłynęły mi łzy, padłam na kolana i złapałam babcie za rękę. TO nie może być PRAWDA! TO NIE JEST MOŻLIWE!

Auć. Ktoś złapał mnie za włosy i pociągnął do góry. Uniosłam głowę, a chłód metalu dotknął mojej szyi.
- Mówiłem, że przygotuję dla ciebie łóżko? - zamruczał. Gęsia skórka od razu się pokazała. - Babcia już Ci nie będzie przeszkadzać w odpoczynku. - Zaśmiał się szorstko. Miał naprawdę dziwny głos, nienaturalny. Po chwili złapał mnie za kaptur i zaczął ciągnąć mnie po ziemi w stronę schodów do góry. Zostawała za mną stróżka krwi. Kołnierzyk mocno naciskał na moją szyję, czułam, że się uduszę. Wciągnął mnie mocno po schodach i rzucił na łóżko. Przez niedotlenienie obraz zaczął mi się rozmazywać a dźwięk wydawał się przytłumiony. Okno nad moim ostatnim miejscem spoczynku było uchylone. Oprawca przycisnął mnie do łóżka ręką, trzymając w drugiej nóż. Od strony okna coś błysnęło. Spojrzałam słabo w tamtą stronę. Zarys człowieka z latarką stawał się bardziej wyraźny. Mundur całkiem go przykrył, był prawie niewidzialny. podszedł zaciekawiony do okna.
- Ostatnie życzenie? - zapytał zabójca. Tam stał jakiś wojskowy albo myśliwy... Było ciemno, nic mnie już nie uratuje. Nade mną błysnął nóż. Mężczyzna wyglądał na sparaliżowanego, po chwili zaczął biec w kierunku drzwi wejściowych. Nie mogłam znieść nacisku na moją szyję. Już prawie nie oddychałam.
- Kim jesteś? - zapytałam ostatkiem sił. Zaczynałam odpływać.
- Twoim koszmarem... - Uśmiechnął się i wbił mi sztylet w serce. Ostatnie co słyszałam to wyłamanie drzwi i dużo krzyku...

- I wtedy się obudziłam... - powiedziałam kończąc opowieść. Pan Smith (mój psycholog) patrzył na mnie z otwartą buzią, wyraźnie zaskoczony."~~ Alice♥♥♥

  • awatar milczący: Boże! To jest genialne!
  • awatar Gość: przerażający sen... tyle emocji... przekazanych w sposób perfekcyjny.... aż mi sie spac odechciało.. och...
  • awatar Alice - Między wierszami: @kruk55: Dziękuje :3 mam nadzieje ze bedziesz czytal z ciekaqoscoa do końca opowiadania :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
" - Wtedy właśnie go zauważyłam. - Skończyłam opowiadać. Psycholog patrzył na mnie jakbym powiedziała, że zabiję go i całą jego rodzinę. - Widziałam go, przysięgam! - zawołałam zrozpaczona.
- Wydawało ci się. Koty się nie uśmiechają.
- Nikt mi nigdy nie wierzy.. - powiedziałam poddenerwowana, wzięłam torbę i wyszłam z gabinetu trzaskając drzwiami zanim zdążył podjąć próbę zatrzymania mnie. Bez słowa przeszłam koło mamy, nawet na nią nie spojrzałam. Właśnie w tym momencie coś się we mnie złamało. Cały czas czułam pustkę. Nie miałam ochoty na nic. Jedzenie nie przechodziło mi przez gardło, noce przekształciły się w kilkugodzinne siedzenie na oknie i wpatrywanie się w niebo, a spacery z Hadesem zostały objęte mianem TABU. Koty się nie uśmiechają – pomyślałam, karcąc siebie, że o tym wspomniałam. Teraz było mi wszystko jedno.
Siedzenie na oknie to naprawdę ciekawe zajęcie. Spójrz w niebo, a dostrzeżesz tysiące migających brylantów zanurzonych w ciemnej toni. Alfabetem morsa nadają wiele ciekawych historii, tylko musisz je rozszyfrować. Wszystko na ziemi jest spowite mrokiem, ale są stworzenia, niepozorne, które oświetlają naszą drogę... świetliki. Dzieci gwiazd jak herosi, żyją na ziemi i niosą cząstkę światła w sercach. Magiczne prawda?

O nie... Nie e, nie nie nie nie NIE!!!! co ty robisz?! Nie zamykaj oczy, SŁYSZYSZ?! Alice, nie zamykaj...! Cholera...

Śpiew skowronków rozkazał otworzyć mi oczy. Przeciągnęłam się w łóżku wypoczęta pierwszy raz od kilku długich dni. Promienie słońca leniwie wpływały do pokoju przez oczka ciężkich firanek. Po kilkunastu minutach wstałam i zaścieliłam łóżko. Otworzyłam okno i z zachwytem obserwowałam piękno natury. Moje kolejne kroki skierowałam prosto do łazienki. Szybki prysznic, mycie zębów, czesanie włosów - rutyna. Ubrałam swoje ulubione czarne spodnie i koszulę imitującą jeans. Bosko. Na dół prowadzą mocne hebanowe schody. Zeszłam nimi i roztańczonym krokiem weszłam do kuchni. Przywitałam się z mamą.
- Jak się czujesz? - spytałam z lekkim uśmiechem. Siedziała w szlafroku. Jedząc kanapki rozwiązywała krzyżówkę.
- Lepiej, dziękuję - odpowiedziała, ale od razu po skończeniu tego zdania zaczęła kaszleć. Trudno patrzeć na bliską ci osobę, którą powoli zjada choroba. Za każdym razem łudzę się, że wyzdrowieje, ale zaczynam tracić nadzieje - w końcu to choroba nieuleczalna.
- Tata przywiózł coś wczoraj od babci - pokazała swoją kościstą, wychudzoną ręką paczkę na stoliczku. Zawsze kładziemy na nim pocztę, ważne dokumenty i numery. Nad nim na ścianie jest przytwierdzony telefon stacjonarny. Przeniosłam pakunek na stół. Był bardzo lekki. Po bardzo szybkim odpakowaniu - czułam się jakby to była Wigilia - ujrzałam złożony w kostkę czerwony materiał. Kocham nosić ubrania od babci, sama je dla mnie szyje - była krawcową. Wyciągnęłam go i rozłożyłam. Moim oczom ukazał się piękny, krwistoczerwony, wiosenny płaszczyk z kapturem. Od razu go założyłam, pasował jak ulał. Był zapinany na guziki i miał je również jako ozdoby na kieszeniach i rękawach. Góra dopasowana, ale dawała dużą swobodę ruchów, a od pasa w dół był rozkloszowany i wyglądał jak spódniczka. Jedno od drugiego rozdzielał pas ze złotą klamrą w kształcie kota - uwielbiam koty! Są takie ciepłe, puchate i słodko mruczą.
- Pięknie wyglądasz - stwierdziła mama, uśmiechając się.
- W zamian za to zaniesiesz babci kawałek ciasta, sałatkę i część kurczaka, którego zrobiłam wczoraj wieczorem.
- No pewnie, że tak - powiedziałam cały czas podekscytowana nową częścią garderoby. Jedzenie w pudełkach zawiązałam w ściereczki i powkładałam do torby na ramie. Schowałam też kilka ciastek i małą butelkę soku.

Wyszłam z domu. Normalna droga jest bardzo długa i prowadzi przez niezliczoną ilość nudnych, czarnych ulic. Kiedyś zmierzyłam ile czasu zajmie mi dojście do domku babci - wyszło mi niecałe trzy godziny. Trzy godziny w piekielnym słońcu. Dlatego wybieram inną drogę. Jest ciekawsza, idzie się w cieniu i najważniejsze - idzie się o połowę krócej. Prowadzi przez las. Ścieżka jest widoczna i trudno jej nie zauważyć, ale nigdy nie widziałam na niej samochodu ani przechodnia. Może po prostu teraz nie mają do niej dojazdu przez ogrodzenie domostwa?

Wkroczyłam w las, ptaki rozkosznie śpiewały, drzewa szumiały i chyliły się tak jakby chciały oddać mi pokłon. Uśmiechnęłam się na tę myśl. Babcia nauczyła mnie tak postrzegać świat. Teraz mieszka sama, a ja jestem jej jedyną wnuczką - rozpieszcza mnie jak się tylko da.
Spacer przez las koi moje myśli, lubię to robić. Słyszę każdy drżący na wietrze liść, każde świszczące źdźbło trawy, a ten zapach kwiatów... Mmm! Marzenie. Babunia uwielbia kwiaty, pójdę jej nazbierać cały, pachnący bukiet kolorowych kwiatów, pomyślałam i z uśmiechem skręciłam delikatnie ze ścieżki.
Nagle usłyszałam potworny syk. Odskoczyłam z powrotem na szlak i spojrzałam w górę. Znalazłam źródło tego dziwnego dźwięku.
- Głupie kocisko. - Stwierdziłam, patrząc na niego zła, że mnie wystraszył. Kot siedział sobie na dosyć grubym konarze i spokojnie lizał łapkę. Miał pasiaste ubarwienie i ledwo widoczne ślady walki. Najbardziej rzucało się w oczy nadgryzione ucho. - Nie ładnie tak straszyć.
- Jak możesz stwierdzić czy głupie skoro jeszcze mnie nie znasz? - spytał, odsłaniając uśmiechem szereg białych, równych ząbków. Zamurowało mnie.
- Koty nie mówią. - Stwierdziłam kiedy nabrałam trochę odwagi.
- I co jeszcze? Może powiesz, że też się nie uśmiechają. - Położył się na konarze bokiem do mnie. Wisiały mu łapka i ogon, miarowo nim ruszał.
- Nie to miałam na myśli... - odpowiedziałam szybko.
- W takim razie co? Przecież nie mam ani krzty rozumu.-zaśmiał się, mrucząc przy tym.
Zaczęłam żałować, że to powiedziałam. Po dogłębnych oględzinach zdałam sobie sprawę, że bardziej przypomina tygrysa niż kota, był naprawdę ogromny.
- Dlaczego mnie zatrzymałeś? - zapytałam czując jak wzbiera we mnie coraz większe uczucie strachu.
- Żeby cię ostrzec. Nie powinnaś schodzić z bezpiecznej ścieżki.
- Dlaczego?
- Zadajesz zbyt dużo pytań..
- Dlaczego? - powtórzyłam głośniej, słysząc jak echo mojego głosu odbija się od drzew i pagórków.
- Bo on tu jest. Spodobał mu się twój czerwony płaszczyk. - Powiedział to bardzo niskim głosem, leniwie wstając na konar. Obrócił się i zaczął iść w kierunku pnia. -Przypomina mu jego ulubiony zapach i smak. - zniknął za konarem. Pierwszy raz w życiu idąc przez las przestałam słyszeć jego dźwięki i szumy. Czułam się jakby ktoś ustawił świat na tryb "wyciszony", a bicie mojego serca przypomniało mi, że słuch mam dobry."~~ Alice♥♥♥
  • awatar Alice - Między wierszami: @Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Taką wyobraźnie podziwiam <3 xD
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: TEN KOT JEST MRAU!!♥ ~(^♥^)~ A sny Alice jakbym troche swoje czytała xD Uwiesz mi... ostatni sen nył taki, że byłam krolem elfów, jechałam saniami, a moimi reniferami były sexy kobitki w obcisłych strojach XD Haha... ach ta moja wyobraźnia xD
  • awatar milczący: Piękne. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

"- Co widzisz? - zapytał psycholog podając mi kartkę z atramentem. Nie widziałam sensu tej gierki - musiałam spojrzeć na plamę i stwierdzić ze mi nic nie przypomina lub że to motyl, ważka, książka..
- Plamę po atramencie - odpowiadam lekko zażenowana, co mogłaby pokazywać plama po atramencie?
- Dobrze - kolejny stosik słów w jego dzienniczku. Po co on to zapisuje? Podał mi kolejną kartkę - A to?
I wtedy mnie zamurowało. To było to czego najbardziej się obawiałam, to przez niego budziłam się w nocy z krzykiem i zapalałam wszystkie światła. On się chowa w cieniu i mnie obserwuje. Szuka odpowiedniego momentu żeby zaatakować, przegryźć moją szyję i skończyć to, co tu nazywamy życiem. Czasami mam wrażenie jakby w nocy jeździł po mnie swoimi ostrymi jak brzytwa pazurami. Nie robił mi krzywdy, bo Hades leży zawsze na dywaniku przy łóżku. Jest bardzo agresywnie nastawiony do obcych, a zwłaszcza do niego. Z zamyślenia wyrwał mnie odchrząkniecie specjalisty.
- Więc co tu widzisz? - zapytał po raz kolejny. Zauważyłam błysk w jego oku patrzącego na mnie znad szkieł okularów. Ma mnie...
- To wilk. - odpowiadam krótko. Nie chcę się nad tym rozwodzić. Mężczyzna schował wszystkie kartki. Dzieliło mnie od niego duże, hebanowe biurko, dziennik i jego okulary. Wydawał się taki... nierzeczywisty. Widziałam już gdzieś to spojrzenie - bystre, ale zimne jak lód. Miałam wrażenie, że zaraz moje serce mi oznajmi, że zapada w sen zimowy i przestanie bić. A może tylko wyolbrzymiam, bo czuje się nieswojo?

Po wizycie pojechałam prosto do domu. Mówiłam już, że jestem uzależniona od prysznica? Na pewno to brzmi co najmniej dziwnie, ale tylko tam czuję się bezpieczna, a poza tym mogę się odprężyć i wszystko przemyśleć. Tam więc się udałam. Pierwszy raz siedziałam tam tak cholernie długo. Nie wiem, co mnie zaniepokoiło bardziej - wilk czy te oczy? Szybko ubrałam na siebie jakieś luźne spodnie i rozciągnięty sweter. Przejrzałam się w lustrze - te same zielone, podkrążone oczy co zwykle, włosy spięte byle jak w koka. To chyba ja.

Przy obiedzie wszyscy rozmawiali z entuzjazmem o tym co dzisiaj robili, że czują się świetnie, że piękna pogoda... Cieszę się ich szczęściem, ale w tej rodzinie co trzecie pokolenie je traci. Rozerwiemy się? Zagadka za dziesięć punktów - która osoba w rodzinie (sądząc po zachowaniu i opisach) jest tym trzecim pokoleniem? Odpowiedź narzuca się sama.
- Alice? - mama przyglądała mi się jak gonię pokrojoną w plastry marchewkę z jednego końca talerza w drugi. Jakoś straciłam apetyt. Może do końca życia będę żywić się czekoladowymi kulkami i colą? Oczy na zapałki i mogę być sową. Sowy nie śpią w nocy...
- Tak? - zapytałam bez większego entuzjazmu.
- Dobrze się czujesz?
- Mhm - wymruczałam tylko.
Po obiedzie zmyłam naczynia. Babcia z dziadkiem poszli do salonu z ogromnym telewizorem i przyjemnie grzejącym kominkiem. Tata poszedł do garażu coś naprawiać a mama usiadła w kuchni i zaczęła rozwiązywać krzyżówki.
- Hades! - zawołałam siedząc na przeciwko mamy. Hades to doberman. Jest piękny, uwielbiam się z nim bawić. Czas na spacer. - Idziemy? - uśmiechnęłam się do niego pokazując smycz w ręku.

Zawsze chodzimy z nim do lasu. Tam najbardziej lubi chodzić. Wszystko może powąchać, pogonić wiewiórki tam gdzie pieprz rośnie, czekać aż rzucę mu patyka. Jest słodki - moja druga bezpieczna przystań. Spuściłam go ze smyczy i zaczęłam powoli spacerować ścieżką. Raz na jakiś czas urządzałam z nim wyścigi, próbowałam wyrwać smycz ze szczęk Hadesa, który uwielbiał pokazywać, że jest ode mnie silniejszy - no i dobrze... nie wiadomo co spotkamy w tym lesie.
Jestem Alice, nastolatka, uwielbiam czytać, mam wspaniałą rodzinę i kochanego pieska. Mieszkam w domku jednorodzinnym położonym w rządku innych domków wzdłuż alejki. Parę sklepów odzieżowych, barów i sklepów wędkarskich - normalne obrzeża miasta. Las ciągnie się pięćset metrów od mojego ogrodzenia na tyle posiadłości. Nie lubię kotów, są dziwne, nieprzewidywalne, nie kochające. Nie to co psy... odwróciłam się w poszukiwaniu Hadesa. Biegał wokół drzew pozdrawiając wiewiórki ruchem ogonka. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Hades znalazłeś kompana? - zaśmiałam się i podeszłam. Podrapałam go za uchem, spoglądając w górę. Odebrało mi mowę, czułam się sparaliżowana. Mrowienie na karku już wcześniej mi mówiło, że ktoś mnie obserwuje, ale jak zwykle to olałam. Kropelki potu popłynęły mi po plecach. TO nie była wiewiórka... TO był kot. Wychudzony biały w czarne pręgi, z nagryzionym uchem i kilkoma kolczykami w kształcie koła w drugim uchu. Jednak najdziwniejsze było to, że on się uśmiechał" ~~Alice♥♥♥

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"- Połóż się i opowiedz coś o sobie i jak się czujesz.
- Nie wiem od czego zacząć...
- Zacznij od początku.
- No... więc jestem Alicja, jestem nastolatką. Od małego uwielbiałam czytać baśnie, a teraz powieści. - zamilkłam na chwilę.
- Kontynuuj, dziecko.
- Czuję się dobrze, ale jestem wyczerpana przez moje sny... są dziwne, wydają się tak prawdziwe, że budzę się ze łzami na policzkach. Są dość nienaturalne.
Psycholog uważnie mnie słuchał i zapisywał coś w notatniku. Nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego, jak drażnił mnie każdy ruch długopisu, tykanie zegara i skrzypiące krzesło, na którym siedział. Musiałam to jakoś przeżyć.
Godzinę później siedziałam już w samochodzie razem z mamą. To było moja pierwsza wizyta u specjalisty, sensacji nie było. Mama mnie zmusiła po tym jak któryś z kolei postawiłam cały dom na nogi wrzaskiem w nocy, a dokładniej mamę, tatę, babcię z dziadkiem i mojego kochanego psa - Hadesa.

Mój zwykły dzień jest naprawdę monotonny. Pobudka, dojście do siebie, prysznic itd... no cóż, jestem normalną dziewczyną w normalnym świecie, tzn. chyba.
Ściągam piżamy i rzucam je w nieładzie na kafelki. Związuje niezgrabnie kucyka i wchodzę pod prysznic. Woda mnie zawsze uspokaja. Spokojnie płynie po każdej części ciała, jedna kropla za drugą. Zamykam oczy i oczyszczam umysł.

Owinięta ręcznikiem stanęłam przy lustrze. Czarny jak noc nieogarnięty kucyk, szmaragdowozielone, bardzo podkrążone oczy i wystające obojczyki - tak, to ja.
Po śniadaniu zabieram się za czytanie albo wychodzę z kilkoma znajomymi - trzeba korzystać z życia, przecież są wakacje!
Kolacja i czytanie do poduszki. Blask gwiazd odbijających się w oknie, cichu szum potoczku i delikatny wiśniowy zapach olejku. Przeważnie zasypiam szybko. Towarzyszy mi uczucie spadanie, przyjemne, choć przedziwne uczucie, nie sądzicie? Nie możecie się poruszyć kiedy zaczyna pochłaniać was ciemność. Mimo wszystko jeszcze słyszycie szum potoku i świerszcze w trawie... Niestety wtedy tylko kilka sekund dzieli mnie między jawą a snem... nie... koszmarem...
~~ Mój Boże, jakie wszystko jest dzisiaj dziwne. A wczoraj jeszcze żyło się zupełnie normalnie. Czy aby nocą nie zmieniono mnie w kogoś innego? Bo, prawdę mówiąc, czuję się jakoś inaczej. Ale jeśli nie jestem sobą, to w takim razie kim jestem? ~~Alice♥♥♥

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›